Kilkudziesięciu właścicieli gruntów położonych przy rzece Ołobok
domaga się wypłaty odszkodowań za zalewanie ich działek.
Ścieki osadzające się na łąkach i polach sprawiły, że ziemia praktycznie nie nadaje się do użytku. Obecność metali ciężkich w ziemi uniemożliwia nawet przygotowanie paszy dla zwierząt. W grę może wchodzić wypłata nawet około 100 tysięcy złotych.
Groźne substancje
W ubiegłym roku w Rąbczynie oddano do użytku nowoczesną oczyszczalnię ścieków. Dzięki temu stopniowo zaczął się poprawiać stan Ołoboku i teraz powoli zaczyna tam wracać życie. Jednak wcześniej było pod tym względem tragicznie. Rzeka stanowiła w praktyce jeden wielki ściek, a stopień zanieczyszczenia przekraczał wszelkie dopuszczalne normy. Z uwagi na wąskie koryto, co jakiś czas, zwłaszcza po większych opadach, Ołobok występował z brzegów. Zalewał okoliczne grunty, nanosząc na nie nieczystości. Te wnikały w glebę, skażając ją groźnymi dla zdrowia substancjami. Po kilku takich powodziach właściciele zostali pozbawieni możliwości prowadzenia upraw. Zaczęły się pierwsze wnioski o odszkodowania. Do dziś jednak na konto żadnego z poszkodowanych nie wpłynęła nawet złotówka.
- Druga strona gra na czas i stara się maksymalnie wydłużyć sprawy w sądzie, tak aby je w końcu umorzono – mówi jeden z właścicieli gruntów, Stanisław Grzelak. – Nie wiem, po co nas sąd rozdzielił na kilkanaście mniejszych grup. Chyba tylko po to, abyśmy razem nie mieli zbyt dużej siły przebicia.
- Mam dwa hektary łąk przy rzece, ale tylko na papierze – dodaje Dariusz Bilski z Karsek. – Muszę dzierżawić inne grunty, a na swoje już od 7 lat nawet nie mogę wjechać. Pół biedy, gdyby zalewała nas czysta woda, ale tam płynął szlam. Nie wolno było pogłębiać rzeki, więc jej poziom ciągle się podnosił. Nic dziwnego, że zalewało niżej położone łąki. Jak to możliwe, że Wodkan pobierał opłaty za odprowadzanie ścieków, a potem po prostu zrzucał je do rzeki?
Wojewoda zakazał
- Pierwsze wnioski od właścicieli gruntów wpłynęły 3 lata temu – mówi wicestarosta ostrowski, Piotr Walkowski. – Z samego terenu miasta i gminy Ostrów takich wniosków było 69. Po rozpoznaniu sprawy zdecydowałem o naliczeniu odszkodowań.
Wylewy miały miejsce, gdyż do dziś obowiązuje wydany jeszcze przez wojewodę kaliskiego zakaz prowadzenia prac wodnych na tym odcinku Ołoboku. Jak się okazuje, decyzja wojewody wynikała z wcześniejszego wniosku ostrowskiego Wodkanu o ustanowienie strefy pośredniej poboru wód. Wodkan motywował to stanem wód i koniecznością ochrony ujęć wody pitnej dla miasta Ostrowa. Tak więc błędne koło się zamyka.
Wodkan, który w całym tym postępowaniu występuje jako strona powodująca wylewy, zaskarżył decyzję starosty ostrowskiego do wojewody wielkopolskiego, który ją uchylił. Wojewoda uzasadnił, że gdyby rozpoczęto prace melioracyjne, to zanieczyszczenia mogłyby przedostać się do wód podziemnych. Odwołanie do Naczelnego Sądu Administracyjnego nic nie dało, gdyż NSA odmówił wszczęcia postępowania wskazując, że organem odwoławczym w takich sprawach powinien być nie wojewoda, a sąd powszechny.
Pozwani do sądu
Tymczasem rolnicy mało, że nie zdołali wyegzekwować swych pieniędzy, to jeszcze zostali pozwani do sądu przez Wodkan, który chce uniknąć wypłaty odszkodowań.
Postępowanie toczy się przed ostrowskim Sądem Rejonowym. Jeśli Wodkan przegra, będzie musiał zapłacić 80 tysięcy złotych odszkodowań powiększonych jeszcze o odsetki z ostatnich trzech lat. Taka suma mogłaby odbić się na wysokości opłat za wodę i ścieki.
W obecnym postępowaniu uczestniczy też Wojewódzki Zakład Urządzeń Melioracyjnych, który bezpośrednio zajmuje się wykonawstwem prac wodnych. W tym jednak przypadku nie jest adresatem roszczeń. Przedstawiciele WZUM opierają się bowiem na dokumentach, otrzymanych m.in. z Wodkanu kilka lat temu. Wynika z nich jednoznacznie, że jedyne, co można było robić na Ołoboku, to usuwać zatory spowodowane wrzucaniem różnych przedmiotów przez ludzi lub spadaniem odłamanych gałęzi rosnących na brzegu drzew.
Wylewy były i będą
Sprawa sądowa przeciąga się w czasie, a rolnicy twierdzą, że to celowe działanie mające ich zniechęcić do dalszych starań. – To nie z naszej inicjatywy, taka jest procedura sądowa – twierdzi Jerzy Psikus, wiceprezes Wodkanu ds. technicznych. – Rekultywacja tych terenów jest na pewno problemem, ale chyba nie aż tak poważnym, jak sądzą rolnicy. Poza tym wylewy zawsze będą miały miejsce na Ołoboku, który jest rzeką leniwą. Tego nikt nie uniknie po większych opadach. Co najwyżej możemy zmniejszyć skalę tego zjawiska.
Jerzy Psikus zapewnia, że chce polubownie rozwiązać spór, nie precyzuje jednak na jakich warunkach takie ugodowe rozstrzygnięcie miałoby polegać. Na razie na odszkodowania nie przeznaczono ani złotówki z budżetu firmy.
Tymczasem jednoznacznie w sprawie konsekwencji wcześniejszych wylewów wypowiedziała się w tych dniach specjalna komisja lustrująca użytki rolne położone wzdłuż rzeki.
- Z uwagi na występujące w przeszłości wylewy ścieków wraz z osadami na przyległe użytki rolne stwierdzono znaczne obniżenie wartości użytkowej łąk i pastwisk przylegających do rzeki – czytamy w końcowym protokole z komisyjnego przeglądu stanu technicznego Ołoboku na odcinku od Ostrowa Wlkp. do Bilczewa.
Autor artykułu: Marek WEISS