Archive for June, 2001

Umowa zawieszona

Monday, June 25th, 2001

Po raz kolejny nie doszło do podpisania porozumienia w sprawie finansowania budowy składowiska toksycznych odpadów w tarnogórskich Zakładach Chemicznych. Miało to nastąpić w piątek, ostatecznie termin zawarcia umowy przesunięto jednak o dziesięć dni.

Budowę składowiska sfinansują Skarb Państwa, Narodowy i Wojewódzki Fundusze Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a także – w symbolicznym stopniu – samorządy powiatu i gminy Tarnowskie Góry. Przedstawiciele tych instytucji spotkali się w Warszawie w piątek. Do podpisania porozumienia jednak nie doszło.

- Termin przesunięto o dziesięć dni, ponieważ Ministerstwo Ochrony Środowiska i zarząd Narodowego Funduszu chcą jeszcze uruchomić procedurę, która pozwoli ostatecznie sprawdzić warunki porozumienia – powiedział “DZ” Krzysztof Śmieja, poseł z Tarnowskich Gór, który uczestniczył w piątkowym spotkaniu.

Piotr Hanysek, burmistrz Tarnowskich Gór zaznacza, że porozumienie, które ma być podpisane 3 lipca nie obejmie całości inwestycji, lecz tylko jej część.
- Chodzi przede wszystkim o wypełnienie gotowej już kwatery najniebezpieczniejszymi materiałami – stwierdził.
Ministerstwo Skarbu Państwa ma przekazać na ten cel około 9 mln zł, NFOŚiGW i WFOŚiGW – po mniej więcej 7, 8 mln zł. Na razie na inwestycję ma więc być przekazane około 25 mln. zł. W sumie budowa składowiska ma kosztować około 300 mln zł.

Prace w ZCh przerwano na początku grudnia, po zbudowaniu pierwszej z pięciu planowanych niecek do składowania odpadów. Stało się tak, ponieważ Katowickie Przedsiębiorstwo Budownictwa Przemysłowego “Budus”, generalny wykonawca składowiska, nie mogło już dalej kredytować inwestycji.

Umowa, jaką likwidator zawarł z “Budusem” zakładała, że do czasu podpisania porozumienia w sprawie finansowania, firma będzie kredytować inwestycję do kwoty 20 mln zł. W grudniu, kilka dni przez podpisaniem porozumienia o finansowaniu, w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim wybuchł skandal. Umowy nie podpisano, a budowę trzeba było wstrzymać. “Budus” zgodził się zabezpieczyć dno składowiska przed mrozami. Z tego powodu zadłużenie likwidatora wobec wykonawcy przekraczało 21 mln zł.

Autor artykułu: KATARZYNA STOTKO

Sprintem za bandytą?

Monday, June 25th, 2001

Zmniejszenie o 30 procent puli pięniedzy na wydatki rzeczowe w komendach policji powoduje, że komendanci szukają różnych sposobów na oszczędności. Jedną z takich form jest ograniczenie ilości przejechanych kilometrów przez radiowozy.
Od niedawna w olkuskiej Komendzie Powiatowej Policji wprowadzono miesięczny limit dla radiowozu, wynoszący 500 km. To już drugie w tym roku ograniczenie. Pierwsze miało miejsce w styczniu, kiedy ustalono miesięczny limit na 1000 kilometrów.
- Bez wprowadzenia ograniczeń, pieniędzy na benzynę wystarczyłoby tylko do sierpnia. Potem można by radiowozy postawić na parkingu – mówi komisarz Jarosław Pasich, rzecznik prasowy KPP Olkusz. – Jednak nawet przy tych ograniczeniach nie jest pewne, czy na benzynę wystarczy do końca roku.
Efekty ograniczeń już widać wieczorami na ulicach miasta, gdy policjanci spoza ,drogówki” są wysyłani wyłącznie na patrole piesze. Radiowóz stoi na parkingu i jest wykorzystywany w razie nagłych interwencji. W przypadku zgłoszenia przestępstwa policjanci z pieszego patrolu muszą wrócić do radiowozu i dopiero potem udać się na interwencję.
- Na pewno wydłuża się czas reakcji na zgłoszenia. Taka sytuacja może wpłynąć na społeczne poczucie bezpieczeństwa – przyznaje komisarz Jarosław Pasich.
Olkuscy policjanci w ramach oszczędności zmniejszyli liczbę odwożonych osób do izby wytrzeźwień. Taniej wypada takiego delikwenta zatrzymać na komendzie albo odwieź do domu, niż jechać do Jaworzna, gdzie znajduje się najbliższa Izba.
Znacząca cześć limitów paliwowych jest wykorzystywana na zadania, z których policjanci nie mogą zrezygnować (konwoje osób z aresztów na rozprawy do sądów i przesłuchania). Przeważnie są to wyjazdy do odległych miejscowości. Zdarzają się też konwoje z cudzoziemcami, którzy mają być deportowani na przejścia do wschodniej granicy.
W zagłębiowskich komendach, choć policjanci przyznają, że ten problem ich też dotyczy, na razie nie słychać o ograniczeniach.
- Zapewniam, że nasze radiowozy nie stoją z powodu braku paliwa – informuje komisarz Ryszard Bańka, oficer prasowy KMP w Sosnowcu.
Podobnie jest w Zawieciu, gdzie kierowcy radiowozów nie muszą przestrzegać rygorystycznie limitu kilometrów.
- Co nie znaczy, że nie mają zalecanej oszczędnej jazdy – dodaje nadkomisarz Andrzej Sawicki, zastepca naczelnika WRD w Zawierciu
Miejmy nadzieję, że ograniczenia i oszczędności nie zakłócą wykonania postawionych przed policjantami zadań. Oby praca ,drogówki” nie ograniczała się do zaparkowania radiowozu i łapania na radar. Może jednak policjanci nie będą musieli przesiadać się na rowery, jak ma to miejsce w niektórych miastach.

Autor artykułu: Jacek Rasiewicz

Pomysł na śmieci

Friday, June 22nd, 2001

Władze powiatu, Cieszyna i Zebrzydowic oglądały ostatnio w Bawarii nowoczesną stację utylizacji odpadów komunalnych i osadów z oczyszczalni ścieków. Samorządowcy są pod wrażeniem tego, co zobaczyli i myślą o podobnej inwestycji u nas. Najchętniej widzieliby ją na terenie zlikwidowanej kopalni w Kaczycach.

O budowie wysypiska ani spalarni w powiecie raczej nie ma mowy, więc samorządowcy poważnie zastanawiają się nad rozwiązaniem bawarskim, gdzie śmieci i osady z oczyszczalni poddaje się suchej destylacji. Proces polega na tym, że wszelkie odpady, nawet przemysłowe, są rozdrabniane, a następnie trafiają do kolumny destylacyjnej, gdzie w wysokiej temperaturze 400-600 st. C unieszkodliwia się je poprzez odgazowanie. Produktami ubocznymi są trujący gaz, który poddaje się dalszemu oczyszczeniu oraz koks, który na miejscu zużywa się do celów energetycznych. W Niemczech są dzisiaj trzy takie stacje utylizacji śmieci. Każda stoi na nie więcej niż 40 arach i obsługuje aglomeracje rzędu 180 tys. mieszkańców. Podobna instalacja do suchej destylacji ma wkrótce powstać również w Polsce, w Tarnobrzegu (koszt ok. 20-30 mln zł).

Obecnie gminy powiatu cieszyńskiego nie mają problemu z wywozem odpadów. Śmieci trafiają do Knurowa, gdzie za odbiór jednej tony (tyle mieści się w trzech osiedlowych kontenerach) gminy płacą 50-130 zł. W najbliższych latach cena ta może jednak wzrosnąć nawet dwukrotnie, a gdyby stacja powstała w Kaczycach, koszt utylizacji śmieci nie przekroczyłby prawdopodobnie 90 zł.
- Technologia zastosowana w Bawarii wydaje się jedną z ciekawszych. Jesteśmy chętni do współpracy z powiatem, gdyż najsensowniej byłoby robić tę inwestycję wspólnie – tłumaczy Włodzimierz Cybulski, wiceburmistrz Cieszyna, który w Niemczech oglądał nowoczesne urządzenia. – Sprawa budowy stacji utylizacji odpadów jest na razie pomysłem, który musimy przeanalizować na najbliższym posiedzeniu Związku Komunalnego Ziemi Cieszyńskiej. Inwestycja wydaje się bezpieczniejsza niż typowa spalarnia – uważa starosta, Witold Dzierżawski.

Autor artykułu: WOJCIECH TRZCIONKA

Sami rozczarowani

Friday, June 22nd, 2001

Beskid Skoczów kończy sezon daleko od deklarowanego drugiego miejsca. Miała być walka o awans do trzeciej ligi, a jest dopiero szóste miejsce w tabeli. Najbardziej rozczarował Piast Cieszyn, który przez niesnaski i kłopoty finansowe w klubie spada do piątej ligi.

W sobotę piłkarze rozegrali ostatnią kolejkę spotkań. Piast przegrał z Góralem Żywiec 0-4 (0-2) udowadniając tym samym, że nie ma dla niego miejsca w czwartej lidze. Mecz stał na niskim poziomie, choć cieszyniacy mieli kilka okazji do strzelenia przynajmniej honorowej bramki. W spotkaniu kończącym ligę nie popisał się też Beskid, który uległ Unii Racibórz 0-1 (0-0) zajmując ostatecznie w rozgrywkach szóste miejsce.

Postawą piłkarzy obu drużyn poirytowani są nie tylko kibice, ale i działacze. Ryszard Klaczak, prezes Beskidu Skoczów, tłumaczy, że po swoich zawodnikach oczekiwał o wiele więcej. – Zajęcie szóstego miejsca jest bardzo źle oceniane przez zarząd. To porażka nie tylko dla klubu, ale i zawodników. Przy odrobinie zaangażowania i odpowiednim treningu mogliśmy osiągnąć dobry wynik. Drużyna wykazała zanik dyscypliny meczowej, każdy grał dla siebie – mówi “Dziennikowi” Klaczak. Jego zdaniem, wina leży po stronie zarówno zawodników co trenera Zbigniewa Janiszewskiego, ale szkoleniowca zmieniać nie zamierza. – Trzeba wzmocnić formację obronną i znaleźć dla drużyny młodych graczy – przekonuje prezes.

Autor artykułu: two

Śmiertelna impreza

Friday, June 22nd, 2001

Od dwóch do dwunastu lat więzienia grozi mężczyźnie, który we wtorek, 12 czerwca, podczas imprezy zakrapianej alkoholem, śmiertelnie ugodził nożem swoją konkubinę. Na wniosek prokuratury Sąd Rejonowy w Cieszynie aresztował Mariana S. na trzy miesiące.

We wtorek, 12 czerwca, około godz. 15.00 w mieszkaniu na drugim piętrze w kamienicy przy ulicy Zamkowej 5 w Cieszynie policja znalazła zwłoki 41-letniej kobiety, mieszkanki Goleszowa. Miała rany kłute pachwiny, które pochodziły od ciosów zadanych nożem. Policjanci z Komendy Powiatowej w Cieszynie zatrzymali do wyjaśnienia aż pięć osób w wieku 30-45 lat podejrzewanych o udział w tym zdarzeniu. Po przesłuchaniach, w piątek sąd zdecydował o aresztowaniu 40-letniego Mariana S., konkubenta denatki.
Prokuratura Rejonowa postawiła mężczyźnie zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Mariana S. nie oskarżono o morderstwo z powodu braku klarownego motywu. – W kamienicy trwała pijacka impreza, doszło do kłótni. Trudno więc było założyć, że po stronie podejrzanego istniał zamiar zabójstwa – wyjaśnia Marek Mleczek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej.

Mieszkańcy Zamkowej są wstrząśnięci wydarzeniem. – W tej kamienicy zawsze była melina. Do faceta, który tam mieszka, przychodził różny element. Aż strach było wchodzić do klatki – tłumaczy mężczyzna około czterdziestki. Wskazuje mieszkanie, w którym rozegrała się tragedia. W kamienicy nie jest zbyt przyjemnie. W klatce schodowej brudno, odrapane ściany, na drugim piętrze dziwny odór. – To, że zginęła koleżanka, było wypadkiem, tylko tyle wiem. Nie było mnie wtedy w domu – mówi właściciel mieszkania. Dlaczego pozwolił na zakrapianą alkoholem imprezę pod jego nieobecność, nie chciał powiedzieć.

Autor artykułu: WOJCIECH TRZCIONKA

Pechowe Lille

Thursday, June 21st, 2001

Rekordzista Polski w biegu na 400 m przez płotki Marek Plawgo odlatuje dzisiaj z Okęcia do Niemiec. W sobotę wystartuje w reprezentacji narodowej w męskiej Superlidze. Polacy będą walczyć o utrzymanie w elicie europejskich drużyn. Na łamy prasy wciąż wraca temat startu Plawgi w Lille.

Start Marka w Lille (w tym samym czasie odbywał się Memoriał Kusocińskiego, gdzie spodziewano się startu bytomskiego lekkoatlety) wywołał na łamach prasy krytykę działaczy Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.

Prezes PZLA Irena Szewińska powiedziała “Przeglądowi Sportowemu”:
“Występ Plawgi w Memoriale znalazł się w planie startowym, jaki na wiosnę złożył w PZLA trener Plawgi. Dlatego włączyliśmy jego konkurencję do programu i braliśmy pod uwagę sprowadzenie godnych konkurentów zagranicznych. Uprzedziliśmy i Plawgę, i trenera, że PZLA, który wydaje niemałe pieniądze na szkolenie tego zawodnika, nie wyraża zgody na jego start w Lille. (…) Plawgo pobiegł we Francji zamiast w Polsce, gdzie czekało na niego honorarium w wysokości przynajmniej kilku tysięcy złotych”.

- To, co ukazało się w “Przeglądzie Sportowym” wymaga kilku sprostowań. Dwa tygodnie przed Lille rozmawiałem z panią prezes i mówiłem o swoich planach. Oferta stamtąd była zresztą lepsza. Wysokie honorarium za starty w “Kusym” to tylko teoria. Także zapowiedzi o silnych przeciwnikach. Dwa dni przed startem we Francji dowiedziałem się, że są jakieś problemy, ale nie rozumiem tego. Ani ja, ani mój trener nie zobowiązywaliśmy się do startu w Warszawie – mówi Plawgo.

Inna sprawa, że wypad do Lille skończył się żenująco.

- Na lotnisku we Francji czekałem od godziny 18.00 do 22.00 aż mnie ktoś odbierze. W hotelu byłem o 23.00. Na samych zawodach wszystko się opóźniało, bo spóźnił się Stephan Diagana. Organizatorzy traktowali go jak półboga, a ja po biegu dwie godziny mokłem, czekając na transport do hotelu. Było poniżej 15 stopni. Bieg też mi nie wyszedł, bo znowu zgubiłem rytm przy przejściu z trzynastu kroków na czternaście. Mam jeszcze dwie szanse na zdobycie minimum na mistrzostwa świata. Za dwa dni startuję w Bremie, później są mistrzostwa Polski. Pierwszego lipca powinienem być już w Saint Morritz na obozie wysokogórskim – dodaje Marek.

Paradoks polega na tym, że Plawgo pobiegł aż o 1,02 sek. szybciej niż wynosi minimum na MŚ, ale było to w Osace 12 maja. Tymczasem PZLA ustalił, nie wiadomo dlaczego, że minimum można zdobywać od 25 maja. Gdyby ktoś logicznie pomyślał i zaliczył Plawdze wynik z Japonii, pewnie nie byłoby tego uganiania się po Europie, szukania dobrej pogody i silnych rywali. Spokój wpłynąłby też pewnie na lepsze wyniki 20-latka.

Autor artykułu: ANDRZEJ MADEJCZYK

Kolejka bankrutów

Thursday, June 21st, 2001

Przez Śląsk przetacza się fala bankructw. W tym roku do Sądu Rejonowego w Katowicach trafiło 260 wniosków o ogłoszenie upadłości. W maju Sąd Rejonowy w Zabrzu zarejestrował prawie dwa razy więcej takich wniosków niż w kwietniu.

Jeśli w ubiegłym roku liczba plajt w całym kraju zwiększyła się w porównaniu z rokiem 1999 o ponad 40 procent, a w województwie śląskim jeszcze bardziej, bo aż o 60 procent, to obecny gwałtowny wzrost wskazuje, że warunki prowadzenia działalności gospodarczej pogarszają się wręcz dramatycznie.

Przedsiębiorców biją po kieszeni za mocna złotówka i wysokie stopy procentowe. Koszty kredytów zniechęcają do inwestowania. Firmy nie płacą należności swoim kontrahentom, bo same nie mogą poradzić sobie z dłużnikami. W taki sposób w Rybniku zbankrutowały wszystkie duże przedsiębiorstwa budowlane.

- Sądziłam, że odpadnie nam pracy po przejęciu części spraw upadłościowych przez sądy w Gliwicach, Zabrzu i Rybniku na początku tego roku. Okazało się, że tak nie jest. Wniosków przybywa – twierdzi sędzia Anna Janicka, przewodnicząca X Wydziału Gospodarczego w katowickim Sądzie Rejonowym.

W 1999 roku na terenie województwa śląskiego zgłoszono 353 sprawy o ogłoszenie upadłości. W roku ubiegłym ta liczba wzrosła do 565. Od początku stycznia do 18 czerwca sąd w Katowicach przyjął 260 wniosków. Jest to połowa spraw z roku 2000, choć w tym czasie zaczęły się nimi zajmować dodatkowo trzy kolejne sądy, mające na swym terenie dużą liczbę podmiotów gospodarczych.

W VII Wydziale Gospodarczym Sądu Rejonowego w Gliwicach liczba wniosków o upadłość wzrasta systematycznie od początku roku. W sądzie w Zabrzu od stycznia do końca maja kolejka bankrutów wydłużyła się trzykrotnie!

Autor artykułu: ADAM WOŹNIAK

Siatkarze już w Katowicach

Thursday, June 21st, 2001

Wczoraj w hotelu “Silesia” w Katowicach rozpoczęło się zgrupowanie kadry siatkarzy przed zbliżającym się turniejem finałowym Ligi Światowej. Pod nieobecność trenera Ryszarda Boska wieczorne zajęcia w ,Spodku” poprowadził jego asystent – Wojciech Drzyzga.

W “Spodku” trenowało wczoraj czternastu polskich siatkarzy. Do dwunastki, która wróciła z tarczą z Sant Petersburga, dołączyli Michał Bąkiewicz i Robert Prygiel. Pierwszy nie pojechał do Rosji, gdyż cierpiał na poważne zatrucie, drugi został zwolniony na swój własny ślub.

- Spotkaliśmy się dziś po raz pierwszy po krótkiej przerwie, więc nie był to taki typowy trening. W zasadzie nasze zajęcia można by nazwać przedłużonym rozruchem, który swój finał miał w siłowni. Prawdziwe treningi zaczynamy jutro. Dla mnie najważniejsze jest to, że wszyscy są zdrowi i w dobrych nastrojach – powiedział Wojciech Drzyzga.

- Mieliśmy trzy dni dla siebie i była to jedna z dłuższych przerw w zgrupowaniu. Dłuższe urlopy będziemy mieli dopiero po finale Ligi Światowej. Na razie atmosfera w drużynie jest dość spokojna. Bojowy nastrój będzie się tworzył w ciągu najbliższych dni – dodał Marcin Prus.

Trener Ryszard Bosek dojechał na zgrupowanie kadry dopiero późnym wieczorem, gdyż w Warszawie zatrzymały go ważne sprawy. Wczoraj odbyła się tam konferencja prasowa, podczas której została podpisana umowa pomiędzy Polskim Związkiem Piłki Siatkowej a firmą Adidas Poland. Obowiązywać ona będzie do końca 2002 roku i obejmie udział męskiej reprezentacji w eliminacjach mistrzostw świata oraz w ich ewentualnych finałach, mistrzostwach Europy oraz Lidze Światowej.

Polscy kibice doskonale wiedzą, że nasi siatkarze w strojach adidasa grają już od dwumeczu z Rosją w Łodzi, więc dziennikarzy najbardziej interesowało, co sądzi o naszej grupie finałowej trener kadry Polski.

- Nie ma sensu zastanawianie się, która grupa jest silniejsza. Podział został dokonany niezależnie od nas. Na tym etapie nie ma już słabych. Przecież niżej notowani Francuzi wygrywali z Włochami w eliminacjach. Chcemy walczyć o awans do ścisłego finału i pokazać grę, której nie będziemy musieli się wstydzić – powiedział Ryszard Bosek.

- Stać nas na wejście do czwórki – stwierdził Dawid Murek. – Z Francuzami bardzo chcemy wygrać, a z Jugosłowianami mamy rachunki do wyrównania. Najbardziej obawiam się Brazylijczyków, którzy grają trochę inną siatkówkę od europejskiej. Oni są nieobliczalni.

- Spodek działa na mnie mobilizująco. Uwielbiam tu grać, choć nie miałem zbyt wielu okazji. Tutaj czuję się jak u siebie – dodał Andrzej Stelmach. Obaj zawodnicy jako ostatni dojechali na zgrupowanie kadry, gdyż uczestniczyli we wspomnianej konferencji prasowej. Co ciekawe do Katowic udali się pociągiem. Podróżowali w zwyczajnym przedziale drugiej klasy. Po drodze musieli negocjować z konduktorem, gdyż mieli błędnie wypisane “miejscówki”.

Zawodnicy są jeszcze w miarę spokojni, za to poziom adrenaliny mocno podnosi się polskim organizatorom Ligi Światowej. – Wszyscy są bardzo podekscytowani nadchodzącymi wydarzeniami. Cały czas pracujemy nad najdrobniejszymi szczegółami, żeby utrzymać dobrą opinię o polskiej stronie Ligi Światowej. Chcemy, żeby ten katowicki turniej był najlepszy z dotychczas rozegranych i żeby wszystkim utkwił na długo w pamięci. W ten sposób mamy zamiar ugruntować naszą pozycję przed władzami Międzynarodowej Federacji Siatkówki, by w przyszłości móc starać się o prawo organizacji mistrzostw świata. Następny wolny termin jest w 2010 roku – powiedział Krzysztof Turowski z Polskiego Związku Piłki Siatkowej.

Delegacja władz PZPS wyjeżdżała z Warszawy w nocy kilkoma samochodami. Jako ostatni jechał do Katowic prezes naszego związku – Janusz Biesiada, który wczoraj został uhonorowany dyplomem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego za znaczny wkład w rozwój sportu i ruchu olimpijskiego oraz za promocję przyjaźni i solidarności między narodami.

Autor artykułu: JAROSŁAW GALUSEK

Młodzi na tatami

Tuesday, June 19th, 2001

(RYDUŁTOWY) Niezwykle zacięty był sobotni drużynowy turniej judo dzieci o puchar burmistrza miasta Rydułtowy. Do Szkoły Podstawowej i Gimnazjum nr 2 w Rydułtowach przyjechało prawie 100 zawodników z sześciu klubów. Organizatorem zawodów był Uczniowski Klub Sportowy “Dwójka” Rydułtowy, który gościł u siebie młodych judoków już po raz czwarty.

W zawodach wzięli udział zawodnicy z klubów: UKS “Judo” Pawłowice, KS “Polonia” Rybnik, KJ “Koka” Jastrzębie, “Sakura” Żory, “Satori” Wodzisław i UKS “Dwójka” Rydułtowy. Na tatami walczyli chłopcy i dziewczyny roczników 1989-1992 w kategoriach wagowych od 25 kg do 55 kg.

Turniej zaczął się o godz. 11 i trwał do późnych godzin popołudniowych. Młodzi judocy walczyli bardzo ambitnie. Przez cały czas gorąco dopingowali ich klubowi koledzy, trenerzy i rodzice. Sukcesy nagradzano gromkimi oklaskami i okrzykami. Ci, którzy okazywali się słabsi, z honorem przyjmowali porażkę. Nad właściwym przebiegiem turnieju czuwali Teresa Anielska, prezes UKS-u “Dwójka” Rydułtowy oraz Marek Grzegórski, sekretarz klubu.

W kategorii chłopców najlepszą drużyną okazała się reprezentacja “Polonii” Rybnik 1, przed “Satori” Wodzisław, “Polonią” Rybnik 2 i UKS-em “Dwójka” Rydułtowy. W kategorii mieszanej chłopców i dziewcząt wygrała “Koka” Jastrzębie. Drugie miejsce zajęli judocy z UKS-u “Dwójka” Rydułtowy, a trzecie UKS “Judo” Pawłowice. Sędzią głównym zawodów był Grzegorz Sypniewski z UKS “Judo” Pawłowice. Najlepsi otrzymali puchary i dyplomy.

Trenerów i działaczy gospodarzy spotkała podczas zawodów miła niespodzianka. Józef Wiśniewski, prezes Polskiego Związku Judo przekazał Zarządowi Miasta list gratulacyjny za wspieranie judo w mieście. Trener Jan Kowalewski otrzymał list gratulacyjny za wkład w rozwój judo. Trener Jan Mańka wyróżniony został srebrną odznaką PZJ, a Teresa Anielska – brązową.

Autor artykułu: KM

Koncert dla pacjentów

Tuesday, June 19th, 2001

(ŻORY) Oddział dziecięcy powstał w żorskim szpitalu 1 stycznia 1989 roku. Jego początki nie były łatwe. Na leczenie jednego z małych pacjentów zbierano nawet pieniądze na specjalnym koncercie. Tak narodziła się tradycja dorocznych koncertów “Dorośli – dzieciom”, z których dochód przeznaczany jest na funkcjonowanie oddziału. W minioną niedzielę zakończyła się dziewiąta edycja imprezy.

Wystąpili uczniowie miejscowych szkół muzycznych, katowiccy studenci oraz “Czerwone Gitary”. Bilet kosztował symboliczną złotówkę. Tak, by każdy mógł przyjść i pobawić się. Szpital chce, aby nad przyszłoroczną, jubileuszową, imprezą patronat objęła Jolanta Kwaśniewska.

Doroczne koncerty są okazją do podziękowań tym wszystkim, którzy przez cały rok wspierają dziecięcy oddział. Dzięki pomocy sponsorów udało się go bowiem całkiem nieźle wyposażyć. Zakupiono między innymi respirator. Fundacja “Pro-Eko” przy elektrowni “Łaziska” sfinansowała kardiomonitor. Z kolei Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zdecydowała o przekazaniu inkubatora. Personel (który składa się z 15 pielęgniarek, 6 salowych i 4 lekarzy) podkreśla, że bardzo ważna jest również drobna pomoc.
- Jedna z firm odświeżyła jadalnię, druga świetlicę. Kolejna pomalowała ściany w pozostałych pomieszczeniach. Dzięki temu nasz oddział jest nie tylko nowoczesny, ale i przyjazny dziecku – mówi Grzegorz Góral.

Żorski oddział dziecięcy zamierza uczestniczyć w konkursie na tzw. “szpital motylkowy”. Być może jeszcze w czasie wakacji do Żor przyjadą młodzi plastycy ze Lwowa, którzy namalują na szpitalnych oknach motywy z bajek.

Autor artykułu: adr