Archive for July, 2001

Świętowanie z policją

Monday, July 30th, 2001

(PSARY, SOSNOWIEC, ZAWIERCIE) Imprezy z okazji Dnia Policjanta stają się już od kilku lat okazją do wspólnej zabawy z mieszkańcami.

Festyn dla całych rodzin zorganizowali sosnowieccy stróże prawa w ośrodku “Na Stawikach”. Razem z policjantami świętowali w sobotę także mieszkańcy Zawiercia.

W Psarach bezbramkowym remisem zakończył się piłkarski pojedynek reprezentacji będzińskiej policji, wzmocnionej stróżami prawa z innych komend, z drużyną wystawioną przez zagłębiowskich dziennikarzy, wśród których nie zabrakło przedstawicieli “Dziennika Zachodniego”.

Mecze obu tych zespołów od pięciu lat odbywają się podczas festynu z okazji Święta Policji. Przechodni Puchar Komendanta Powiatowego Policji w Będzinie tym razem trafił do rąk funkcjonariuszy, którzy lepiej wykonywali rzuty karne. Nadal jednak lepszy łączny bilans spotkań mają dziennikarze (3 zwycięstwa). Drużyna policyjna pokonała 1:0 reprezentację samorządowców.
W Psarach policja pokonała wszystkich przeciwników.
Podczas festynu w Psarach można było też obejrzeć pokazy umiejętności policyjnych psów, walki wręcz oraz odbyć podniebną podróż strażackim 40-metrowym wysięgnikiem.

Autor artykułu: (wow)

Zdjęcia z głębi serca

Monday, July 30th, 2001

Przygodę z aparatem w ręku rozpoczął w dzieciństwie. Swój pierwszy amatorski fotoreportaż poświęcił pracy gospodarza domu, w którym mieszkał. Od tej pory fotografowanie stało się dla Marka Dworaczyka życiową pasją.

Na bieżąco chłonął fachowe czasopisma i książki, wciąż zgłębiając wiedzę teoretyczną. Ale to, co w tym zawodzie najistotniejsze, a czego żadne podręczniki nauczyć nie potrafią, miał w sobie – ogromną ciekawość świata i ludzi. Potrafił nie tylko wspaniale opowiadać, ale – co o wiele rzadsze – słuchać.

Często zaprzyjaźniał się z ludźmi, których portretował. Obiektyw w jego ręku dostrzegał znacznie więcej, niż potrafi zarejestrować przeciętne ludzkie oko.

Na wieść o śmierci Marka, Michał Smolorz, stały felietonista “DZ”, jedną ze swoich “Wędrówek po Górnym Śląsku” poświęcił właśnie Jemu. Pisał wtedy między innymi: stało się coś dla Śląska smutnego i nieodwracalnego: odszedł Marek Dworaczyk. Człowiek, który całą swoją życiową aktywność i pasję poświęcił fotografowaniu swojej ziemi rodzinnej, i doszedł w tej sztuce do biegłości rzadko spotykanej. Komponować, malować czy opisywać Górny Śląsk można tylko z głębi serca. Inaczej dochodzi się do pewnej nieprzekraczalnej granicy, za którą powiela się już tylko schematy. (…) Jego wizja Górnego Śląska zawsze uciekała od przetartych szlaków, od tych nieszczęsnych starzyków pod familokiem. Pokazywał za pomocą obiektywu i utrwalał na negatywach życie pulsujące energią, choć przecie nie mógł uciec i od Śląska umierającego, wysysanego z sił witalnych, pogrzebanego wraz z nowymi czasami.

- Marek zazwyczaj zjawiał się u mnie późną nocą, zmęczony, obwieszony aparatami, nierzadko przemoczony – wspomina fotoreporter Bogdan Kułakowski. – Najpierw przepraszał, że nas obudził, zwłaszcza dzieci i żonę, a potem zaczynały się nasze długie rozmowy. Opowiadał, nad czym właśnie pracuje, gdzie udało mu się dotrzeć, co zobaczyć, kogo poznać.
Miałem możliwość śledzić rozwój Jego talentu od samego początku drogi zawodowej. Z satysfakcją patrzyłem jak na moich oczach wyrastał na dojrzałego, światowego formatu fotoreportera.

To, że był wspaniałym artystą najlepiej wiedzą właśnie Jego koledzy po fachu, którzy nieraz patrząc na Jego prace zastanawiali się, gdzie i jak On to zrobił. Ci, którzy znali Go bliżej, potwierdzą także, że był przede wszystkim dobrym człowiekiem. Pewnego dnia, sprawdzając swój refleks, stanął z aparatem w pobliżu dziury na chodniku i czekał na pierwszego przechodnia, który niebawem się potknie. Gdy idąca tamtędy kobieta straciła równowagę, w pierwszym odruchu wyciągnął rękę, by ją podtrzymać i pomóc wstać.
Później śmiał się sam z siebie, że mógł najpierw zrobić zdjęcie, a potem jej pomóc, bo na ostrzeganie o niebezpieczeństwie było już i tak za późno. Taki był, kierował się sercem.

Choć przez ostatnie osiem lat swojego życia mieszkał na stałe w Niemczech, to ze Śląskiem nigdy się nie rozstał. Przyjeżdżał tu parę razy do roku, by nie tylko odwiedzać krewnych i przyjaciół, ale także by nadal utrwalać na kliszy to, co było mu tak bliskie – ziemię rodzinną. Przez ostatni rok życia dzielnie walczył ze śmiertelną chorobą i do końca się nie poddawał. W przerwach między kolejnymi pobytami w klinice w Essen, przyjeżdżał w rodzinne strony.
Miał przed sobą jeszcze wiele planów zawodowych. Miał też dla kogo żyć i jak nikt potrafił cieszyć się życiem. Zmarł mając zaledwie 35 lat, ale żyć będzie zawsze w pamięci tych, którzy Go kochali. Tysiące Jego wspaniałych, nigdy nie publikowanych zdjęć jest w posiadaniu rodziny. Na pewno powstałby z nich jeszcze niejeden piękny album.

Marek Dworaczyk urodził się 11 kwietnia 1961 roku w Zabrzu. Pracę zawodową rozpoczął w tygodniku “Katolik”, później była “Panorama”. Jego zdjęcia drukowały: ?Tygodnik Powszechny?, “Gość Niedzielny”, “Gazeta Wyborcza” oraz kalendarz katolicki “Z tej ziemi”. W 1988 roku wyjechał z rodziną do Niemiec, zamieszkał w Duisburgu. Tam nawiązał kontakty z tak renomowanymi magazynami jak “Stern” i “Focus”. Jego zdjęcia były także publikowane w pismach hiszpańskich, włoskich i japońskich. Współpracował z międzynarodową agencją fotograficzną “Black Star”. W Niemczech ukazały się Jego wspaniałe albumy o Śląsku, w tym ten najbardziej znany, poświęcony Górze św. Anny. Zmarł 30 lipca 1996 roku w Essen. Pochowany został na cmentarzu parafialnym przy kościele pw. św. Andrzeja w Zabrzu.

Autor artykułu: ELWIRA ZBOROWSKA

Suszenie powiatu

Monday, July 30th, 2001

(PILICA – ŻARNOWIEC) Do ponad dwustu budynków na terenie gmin Pilica i Żarnowiec wdarła się woda podczas ubiegłotygodniowych burz. Wzdłuż koryta Pilicy utworzyły się rozległe rozlewiska. Straty liczą właściciele domów, rolnicy i samorządy.

Największe szkody poczyniła jednak nie wylewająca Pilica, lecz potężna fala wody schodząca ze wzgórz po intensywnych opadach deszczu. W wartką rzekę zamieniła się np. w Wierbce droga prowadząca z boiska piłkarskiego w dół, do centrum miejscowości. W kilku miejscach zniszczona została asfaltowa nawierzchnia szosy.

- Poziom wody bardzo szybko się podnosił. Czekaliśmy tylko, kiedy woda zacznie zalewać mieszkania – mówi Karolina Krasucka z Wierbki. – Prąd wody był tak rwący, że zabierał wszystko po drodze.

- Pierwsza dotarła do nas informacja, że Pilica zalewa drogę z Wierbki do Maleszyna i przedostaje się na sąsiednie posesje – relacjonuje starszy kapitan Marek Fiutak, dowódca JRG Zawiercie. – Natychmiast na miejsce wysłane zostały zastępy straży zawodowej oraz jednostki ochotnicze wchodzące w skład Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego.

Przed przybyciem strażaków rolnicy samodzielnie ewakuowali z dwóch zalewanych gospodarstw inwentarz, przeprowadzając zwierzęta ze stojącej w wodzie obory do wyżej położonej stodoły. Ratownicy za pomocą koparki przerwali w trzech miejscach wały przeciwpowodziowe. Woda rozlała się po okolicznych łąkach, ale nie podtopiła gospodarstwa.

- W ten sposób uchroniono m.in. przed zalaniem parterowy budynek dawnego młyna wodnego – wyjaśnia Marek Fiutak.

Kataklizm dotknął również Udorz. Niewielka, mająca zazwyczaj nie więcej jak pół metra szerokości Udorka, nagle zmieniła się w rzekę, którą szła niemal 3-metrowa fala wody i błota. Samodzielnie ewakuowały się rodziny z czterech domów. Letniskowa kolonia “Na Skarpie” błyskawicznie pokryła się warstwą szlamu. Mieszkańcy szybko jednak przystąpili do usuwania szkód i w piątek już tylko pootwierane okna w suszonych budynkach przypominały o powodzi.

- Oprócz czterech domów w Udorzu ewakuowano również mieszkańców gospodarstwa w Łanach Wielkich. Tylko jeden z nich był domem całorocznym, pozostałe to letniskowe dacze, których właściciele wyjechali do swoich mieszkań – twierdzi pracownica Ośrodka Pomocy Społecznej w Żarnowcu. – Wszyscy poszkodowani otrzymają z naszego ośrodka zasiłki celowe. Na razie nie jest jeszcze znana ich wysokość.

Na terenie gminy Żarnowiec zalanych zostało 35 gospodarstw oraz aż 130 stodół i obór. Pod wodą znalazło się również 3 tys. ha terenów rolniczych. Uszkodzone (podmyte stopy fundamentowe) zostały trzy mosty na Pilicy w Woli Libertowskiej i Łanach Małych.

- Na płaskim terenie woda w naturalny sposób rozlała się bardzo szeroko. Od czwartku powoli zaczęła spływać do Pilicy – wyjaśnia Marek Fiutak. – Natychmiast rozpoczęliśmy akcję wypompowywania wody z budynków. Na terenach zalewowych, głównie w gminie Żarnowiec, pompowanie zacznie mieć sens, gdy opadnie poziom wód gruntowych. Inaczej woda będzie cały czas przesiąkać pod fundamentem.

Do akcji wypompowywania wody ruszyło w czwartek kilkanaście zastępów PSP i kilka OSP. Ratowników z Zawiercia wspierali m.in. wyposażeni w pompy szlamowe ,zawodowcy” z Będzina, Chorzowa, Częstochowy, Gliwic, Sosnowca, Rudy Śląskiej i Zabrza.

- Każda jednostka z zewnątrz dostawała przewodnika znającego teren. Wyżywienia ratownikom zapewniły samorządy – mówi Marek Fiutak.

W ciągu kilku godzin udało się usunąć wodę z ponad stu budynków. Inne cały czas otoczone były wodą. Pozostawali w nich jednak mieszkańcy. Tak było m.in. w Woli Libertowskiej, gdzie trzy gospodarstwa stoją niemal pośrodku rozległego rozlewiska. Pod wodą znajduje się również prowadząca do nich szosa. Można ją jednak pokonać strażackim starem, a do domów dojść w rybackich butach.

- Wszystkie domy mają bardzo wysokie piwnice i woda nie zagraża części mieszkalnej – wyjaśnia Marek Fiutak. – Zresztą nikogo nie możemy ewakuować na siłę.

Spore kłopoty mają właściciele gospodarstw czerpiących wodę ze studzien, które zostały zalane przez mętną falę powodziową.

- Na czystą wodę przyjdzie poczekać kilka dni – twierdzi Elżbieta Pasierb z Woli Libertowskiej.

Ulewne deszcze poczyniły spore szkody na gminnych drogach. Tylko na terenie gminy Pilica uszkodzona została nawierzchnia na 8 km szos. W czwartek wystarczyła 15-minutowa nawałnica, by kompletnie zalana została droga z Kleszczowej do Wierbki. Blokowało ją kilka stojących aut, które okoliczni mieszkańcy wydobywali z rozlewiska ciągnikami. Był wśród nich fiat uno, z którego po otwarciu drzwi wylała się woda.

Dopiero po opadnięciu wody będzie można oszacować całkowite straty w gminnej infrastrukturze i uprawach rolnych. Wielu gospodarzy jest jednak przekonanych, że przyjdzie im zaorać pola. Razem z falą powodziową na rozlewiska wypłynęły również ryby ze stawów hodowlanych.

- Rząd obiecał pomoc gminom dotkniętym powodzią oraz preferencyjne kredyty dla rolników. Liczymy na tą pomoc, zwłaszcza że większość gospodarstw na naszym terenie nie była ubezpieczona – mówi Eugeniusz Kapuśniak, wójt Żarnowca.

Do obu jurajski gmin telefonują organizatorzy zbiórek dla powodzian z prośbą o wskazanie miejsc wysyłki darów.

Wstępny szacunek strat w sprzęcie sporządzają też strażacy. Walki z wodą nie wytrzymała m.in. jedna z motopomp.

Autor artykułu: WOJCIECH W. WACŁAWEK

“1 Maja” umiera

Friday, July 27th, 2001

(WODZISŁAW) Czterdzieści lat temu kopalnia “1 Maja” była kołem zamachowym rozwoju Wodzisławia. To właśnie m. in. jej powstanie sprawiło, że małe, kilkutysięczne miasteczko przeobraziło się w ponad pięćdziesięciotysięczne, prężne miasto.

Ostatniego lutego tego roku górnicy kopalni “1 Maja” wydobyli ostatnią tonę węgla. Zaczął się proces likwidacji zakładu.

Trochę mi smutno, gdy patrzę jak umiera zakład, w którym przepracowałem prawie całe swoje życie – mówi Tadeusz Wizner, kierownik kopalnianej Stacji Ratownictwa Górniczego. – Razem z kolegami ciężko pracowaliśmy na dole, a propaganda utwierdzała nas w przekonaniu, że budujemy w ten sposób potęgę naszej gospodarki. Jeszcze kilka lat temu nie sądziłem, że doczekam czasów, kiedy przyjdzie nam “Maja” pogrzebać. Dobrze, że chociaż koledzy znaleźli pracę na innych kopalniach.

W pierwszej kolejności demontowane i wywożone na powierzchnię są wszystkie urządzenia, które nadają się do wykorzystania gdzie indziej. W taki sposób do zakładów podległych Rybnickiej Spółce Węglowej w najbliższym czasie trafią kombajny, przenośniki, urządzenia szybowe, transportowe, kable, transformatory oraz lokomotywy wraz z wagonami. Jeszcze w lipcu rozpocznie się proces zasypywania szybu wentylacyjnego nr 4, który mieści się na Cyganku. W tym też roku (po rozmontowaniu urządzeń skipowych oraz oprzyrządowania wind) ekipy likwidatorskie przystąpią do wypełniania kamieniem pozostałych szybów.

W sierpniu wyłączone zostaną pompy odwadniające na poziomie 850 m i od tej chwili ruszy długotrwały proces zatapiania kopalni. Przez kilka lub nawet kilkanaście najbliższych lat pracować będzie system odmetanowania, tak aby wypychany przez wodę gaz nie spowodował wybuchu na powierzchni. Zatapianie kopalni trwać może ponad sto lat.

- W tej chwili najważniejsze jest to, aby jak najszybciej załoga skończyła demontaż urządzeń pod ziemią i mogła wyjechać na powierzchnię. Wtedy będziemy mogli wyłączyć wentylację, której miesięczne utrzymanie kosztuje ponad 150 tys. złotych. Myślę, że w przyszłym roku zaczniemy wyburzać niepotrzebne zabudowania. Pozostałe w miarę możliwości zaadaptujemy dla potrzeb działalności gospodarczej – mówi Józef Satława, kierownik Działu Górniczego i Wentylacji.

Kilka obiektów, które znajdują się na terenie likwidowanego zakładu, już znalazło nowych właścicieli. Basen przekazany został Miejskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji, a budynek dawnej dyrekcji otrzymała policja. Na razie nie wiadomo, jaki los czeka grunty wraz z zabudowaniami, które pierwotnie przeznaczone zostały dla potrzeb Wodzisławskiej Strefy Aktywności Aktywności Gospodarczej, gdyż jej działalność jakiś czas temu została zawieszona.

Najprawdopodobniej przekazane zostaną Spółce Restrukturyzacji Kopalń, a ta będzie miała za zadanie sprzedać je inwestorowi lub na ich bazie tworzyć nowe miejsca pracy.

Kopalnia “1 Maja” w latach swojej świetności zatrudniała ponad osiem tysięcy osób, a wydobycie węgla przekraczało 8-6 tysięcy ton na dobę. Zakład fedrował bardzo dobry węgiel koksowniczy i był jednym z jego największych eksporterów w kraju. Ze względu na niekorzystną budowę geologiczną górotworu koszt eksploatacji jednej tony surowca był bardzo wysoki. Prawdziwe kłopoty zaczęły się jednak dopiero na początku lat dziewięćdziesiątych. Eksploatacja złóż spadła wtedy do około 2 tys. ton na dobę, a kopalnia określona została jako trwale nierentowna.

Za kilka lat w miejscu dzisiejszych szybów, zakładu przeróbczego, suszarni czy też torowisk rosnąć będzie trawa i ozdobne drzewa. Tyle zostanie po “1 Maju”.

Autor artykułu: KRZYSZTOF WOŹNICA

Zbiory w wodzie

Friday, July 27th, 2001

(WODZISŁAW) Tegoroczne zbiory rolników w powiecie wodzisławskim zapowiadały się nieźle. Sytuację radyklalnie zmieniły obfite opady oraz gradobicia, które wystąpiły w ostatnim czasie. Dziś już wiadomo, że wpłyną one na obniżenie plonów.

Powierzchnia zasiewów rolnych na terenie powiatu wodzisławskiego wynosi obecnie ponad 8940 hektarów gruntów. Rolnicy uprawiają najwięcej pszenicy. Zajmuje ona prawie 2500 hektarów pól. 1000 hektarów pokrywają uprawy żyta, 600 hektarów jęczmienia. Około 200 hektarów pól zajmuje rzepak. Jak nas poinformowano w wodzisławskim Ośrodku Doradztwa Rolniczego, już od kilku lat w okolicy poprawiają się warunki ekologiczne dla uprawianych roślin. Śląsk ma co prawda opinię regionu skażonego, ale gleby powiatu wodzisławskiego nie są zanieczyszczone.

- W naszym powiecie dominują małe gospodarstwa o powierzchni 4-5 hektarów. Wielu rolników nie stać na dobre nawożenie upraw, więc i chemii jest w nich mniej. W okolicznych sołectwach kilku gospodarzy powiększyło swe uprawy nawet do 90 hektarów. Niektórzy z nich osiągają bardzo dobre wyniki. W ostatnich latach zbierali do 8 ton pszenicy z hektara. Ten rok nie będzie jednak tak dobry – prorokuje Wiesław Wojtasik, główny specjalista produkcji roślinnej w wodzisławskim Ośrodku Doradztwa Rolniczego.
Jeszcze kilka tygodni temu tegoroczne plony zapowiadały się na dobrym poziomie. Miały być podobne do tych z roku 2000. Szacowano, iż średnie zbiory dla zbóż wyniosą ponad 34 kwintale z hektara. Wielu gospodarzy miało osiągnąć wynik nawet 40 kwintali. Niestety obfite opady, które nawiedziły ostatnio nasz region spowodują obniżenie wielkości zbiorów.

- Dziś nie można jeszcze powiedzieć, jakie straty spowodowały deszcze. Z każdą kolejną ulewą będą przecież większe – powiedział nam jeden z gorzyckich rolników.
- Zauważamy, iż z powodu wilgoci bardzo szybko zaczynają rozwijać się choroby grzybowe. Najgroźniejsza z nich to septorioza czyli tzw. czernienie kłosów. Grzyby te znacznie obniżają jakość zbiorów, trudno więc będzie osiągnąć dobre parametry techniczne ziarna – dodaje Wiesław Wojtasik.

Spore szkody spowodowały również gradobicia, które wystąpiły niedawno w regionie. W gminach Gorzyce, Godów i Lubomia zniszczone zostały plony rzepaku. Grad częściowo “wymłócił” również ozimą pszenicę.

Autor artykułu: (q)

Jasnogórski skarbiec

Friday, July 27th, 2001

W bastionie św. Rocha na Jasnej Górze powstaje skarbiec narodowy. Znajdą się w nim wota składane przez pielgrzymów: królów i zwykłych ludzi – od okresu jagiellońskiego przez zabory do czasów “Solidarności”. Zorganizowane grupy pielgrzymkowe już mogą oglądać w klasztorze dawną fortyfikację.

Jasna Góra funkcjonowała przez stulecia nie tylko jako sanktuarium maryjne, ale także jako ufortyfikowana twierdza tzw. Fortalitium Marianum.

- Była fortecą królewską z garnizonem żołnierzy, twierdzą Rzeczpospolitej, która łożyła na jej utrzymanie – mówi o. Jan Pach. – Była oblegana ponad 10 razy, m.in. podczas potopu szwedzkiego, konfederacji barskiej, w okresie napoleońskim. Dobrze się broniła. Po konfederacji barskiej została ukazem carskim całkowicie rozbrojona.

Część dawnych murów jasnogórskiej fortecy, w której klasztorni bohatersko bronili się podczas potopu szwedzkiego, odkryto po pożarze, jaki wybuchł na Jasnej Górze w 1990 roku. Okazało się, że w podziemiach klasztoru jest podwójne obmurowanie. Zewnętrzna konstrukcja powstała podczas remontu 30 lat po szwedzkim potopie. Wewnątrz obecnego bastionu św. Rocha pozostały w stanie nienaruszonym mury, z których strzelali obrońcy ufortyfikowanego sanktuarium. Podczas prac konserwatorskich wywieziono piach, gruz, kamienie, które zasypały przestrzeń między ,starymi” i ,nowymi” obmurowaniami twierdzy. Mury wzmocniono i zabezpieczono.

W części podziemi powstała Sala im. Ojca Augustyna Kordeckiego. Pod nią są budowane garaże. Pozostałą część przestrzeni w bastionach św. Rocha i św. Trójcy oraz między kurtynami murów ojcowie paulini chcą wykorzystać na skarbiec narodowy. Pozostały tu galerie strzelnicze, kazamaty artyleryjskie, pochylnie, pomieszczenia oficerskie, a nawet łukowaty komin wentylacyjny, w którym trzymano proch i specjalne okienko, przez które obrońcy wychodzili na patrole do obozu wroga. Widać pęknięcia i dziury w ścianach po uderzeniach kul ze szwedzkiej kolubryny. Wśród cegieł malowanych na czerwono przed wiekami czernieją okopcone prochem kamienie. Surowa forteczna architektura bastionu ma stać się tłem dla wotów ofiarowanych przez Polaków: królów i zwykłych ludzi – od okresu jagiellońskiego przez narodowościowe zrywy do czasów “Solidarności”.

- Jasna Góra ma ogromny zbiór wotów niepodległościowych, które powinny być udostępniane pielgrzymom i właściwie zabezpieczane, a na to klasztor nie ma pieniędzy – mówi Zbigniew Bonarski, wiceprezes Zarządu Jasnogórskiej Fundacji Pro Patria, która czuwa nad organizowaniem skarbca. – Część pamiątek będzie przeniesiona z Arsenału i Muzeum Sześćsetlecia. Większość trafi tu z magazynów jasnogórskich.

W skarbcu narodowym znajdą się rzeźby, obrazy, naczynia, sprzęt liturgiczny, gobeliny, kobierce, transparenty, proporce, militaria, insygnia władzy, pasy słuckie, chusty, mundury, odznaczenia, ordery… Część ekspozycji zobrazuje najstarsze dzieje Jasnej Góry i przekształcenia jej zabudowań w ciągu wieków m.in. za pomocą efektownych makiet i plansz. Będą prezentowane zabytkowe przedmioty z żelaza oraz obiekty z kamienia tworzące tzw. lapidarium: znaleziska z ziemi wału fortecznego twierdzy jasnogórskiej, ceramika, kafle, skorupki naczyń. W klasztornych lochach znajdą się nietypowe pamiątki i wota, np. dorożka prezydenta Ignacego Mościckiego. Zgromadzone tu będą halabardy sprzed wieków, a na ścianach zawisną makaty z czasów Jana III Sobieskiego. Swoje miejsce znajdą spuścizny po wybitnych Polakach, m.in. dary wotywne Lecha Wałęsy, pamiątki kardynała Stefana Wyszyńskiego i papieża Jana Pawła II. Wiele z tych wotów dotychczas nie było nigdzie pokazywanych, a bezdyskusyjnie należą do dziedzictwa kultury polskiej.

- Emocjonalna, historyczna i dydaktyczna wartość tych darów jest nieoceniona – mówi o. Jan Golonka, kustosz zbiorów jasnogórskich. – Dziedzictwo Jasnej Góry przestanie pełnić rolę martwego zespołu wotywnego, przechowywanego w magazynach. Zacznie oddychać, żyć udostępnione pielgrzymom.

- To skarb, ale nie można określić jego wartości materialnej – dodaje o. Pach. – To pamiątki narodowe, formacyjne, drogie sercu Polaków. Nie możemy oddać ich na aukcję czy przeznaczyć na jakiś charytatywny cel. Paulini są stróżami tego, co nagromadzone na Jasnej Górze, co naród tu zostawił. Zapominanie o tym wymiarze byłoby dowodem niezrozumienia istoty Jasnej Góry.

Na wierzchniej płycie bastionu św. Rocha, tzw. szańcu, ustawiono repliki trzech armat polowych z czasów potopu szwedzkiego oraz koszokopy, które są konstrukcją stanowisk ogniowych na jasnogórskiej fortecy. Te militaria, a w przyszłości wystawa wotów staną się atrakcją trasy turystycznej, która wiedzie przez szaniec bastionu św. Rocha i jasnogórskie kazamaty. Zorganizowane grupy pielgrzymów mogą już oglądać dawną fortyfikację.

Fundacja Pro Patria zbiera fundusze na dokończenie prac konserwatorskich klasztornych kazamatów. Hojnym sponsorom obiecuje umieszczenie na murach jasnogórskiego skarbca tabliczek z podziękowaniem oraz nazwą firmy.

Autor artykułu: VIOLETTA GRADEK

Ponury tunel

Thursday, July 26th, 2001

Około dwóch lat minęło odkąd oddano do użytku po generalnym remoncie tunel, łączący pod torowiskiem ulice Toszecką i Bohaterów Getta. Umożliwia on skrócenie drogi z Zatorza na Dworzec PKP (a tym samym do centrum miasta) oraz ominięcie ruchliwego i niebezpiecznego wiaduktu.

Przed remontem stan przejścia podziemnego budził grozę – wąskie, obskurne i przede wszystkim nie oświetlone zniechęcało do użytku. Dodatkowe dreszcze wzbudzał w przechodniach widok szczurów, często przemykających między studzienkami kanalizacyjnymi. Wydawało się, że po gruntownym odnowieniu problemy te definitywnie się skończą.
Zamontowano nową instalację elektryczną i oświetlenie, wyłożono wnętrze tunelu płytkami ceramicznymi oraz poddano kompletnej renowacji zewnętrzne ściany i zadaszenie jego wylotów.

Czystość glazury musiała stanowić dla wandali rodzaj prowokacji, zatem ściany pokryły się dziesiątkami wulgarnych haseł i rysunków. Kosze na śmieci zlikwidowano, gdyż były staczane z góry. Rozbebeszona z jednej strony instalacja oświetleniowa nie działa. Elektrycy czekają najwyraźniej z naprawą aż zgaśnie druga strona, bo reperacje, które dokonywali na bieżąco, szły na marne. Gdy ciemność zupełnie zapadnie tunel staje się niebezpieczny, gdyż tutejsi żartownisie lubują się w odsuwaniu pokryw studzienek kanalizacyjnych. Ustronność miejsca sprzyja także przestępcom.

- Boję się przechodzić tunelem. – mówi mieszkanka Zatorza – Mój mąż, gdy szedł tutaj wieczorem z córką, widział jak trzech wyrostków napadło na dziewczynę. Obezwładnili ją i wyrwali torebkę, a mężczyznę, który usiłował jej pomóc potraktowali gazem.

Opinia o częstych napaściach powtarza się w wypowiedziach wielu przechodniów.

- Rzadko korzystam z przejścia podziemnego, wolę nadłożyć drogi i przejść wiaduktem. Poza tym po ulewach bywa zalany, no i ten smród. – żali się jeden z nich.

Rzecznik prasowy gliwickiej Komendy Policji. komisarz Magdalena Zielińska mówi jednak, że w rejonie tunelu łączącego Toszecką z Bohaterów Getta Warszawskiego policja nie odnotowała wzmożonej aktywności przestępczej.

- Tunel jest nieprzyjemny, bo źle oświetlony, ale nie ma podstaw, by twierdzić, że jest szczególnie niebezpieczny.
Kłopoty pojawiają się również po większych opadach deszczu. Odpływy i kanały burzowe zawodzą, a wówczas ich zawartość wylewa się i wypełnia podziemie. W najlepszym razie przechodnie zmuszeni są do ślizgania się w brunatnym i cuchnącym szlamie. W najgorszym momencie poziom ścieków sięgał jednej trzeciej głębokości korytarza (do dzisiaj widoczna jest brudna linia). W Wydziale Przedsięwzięć Gospodarczych i Usług Komunalnych Urzędu Miejskiego poinformowano nas, że powodem tego stanu rzeczy jest poniemiecka instalacja kanalizacyjna. Stanowi ona problem w całej dzielnicy..

- Kanalizacja jest drożna – twierdzi Henryk Dylong, dyrektor Przedsiębiorstwa Usług Sanitarnych. – I nie zdarza się już, by tunel wypełniał się ściekami. A to, że pojawia się tam szlam, to kwestia zbyt małego przekroju rur i różnicy poziomów (nie zapominajmy, iż jest to przejście podziemne). Dlatego potrzeba trochę czasu zanim po obfitych opadach wszystko spłynie. Kiedyś sprzątaliśmy przejście dwa razy w tygodniu, teraz zamiatanie odbywa się codziennie oprócz weekendów. Ponadto, gdy zachodzi potrzeba, zmywamy ściany.

Mieszkańcy Zatorza, korzystający z podziemia, niekoniecznie potwierdzają słowa dyr. Dylonga.

- Sprzątają nieregularnie, najczęściej w poniedziałki. A teraz? Proszę zobaczyć, od trzech dni jest tak brudno – skarży się przechodzień, który regularnie przemierza trasę z Zatorza na dworzec PKP.

Tunel jest zatem bezpieczny i czysty. Oczywiście teoretycznie. A w praktyce…?

Autor artykułu: TOMASZ PSTRUCHA

Festyn u Ballestremów

Thursday, July 26th, 2001

Na rodzinny festyn zaprasza do Pławniowic w najbliższy weekend, 28 i 29 lipca, parafia Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Dochód ze wspólnej zabawy przeznaczony zostanie na dalszą renowację miejscowego kościółka.

- To już trzeci tego typu festyn z rzędu. Prace remontowe są już zaawansowane w osiemdziesięciu procentach. Mamy nadzieję, że w tym roku uda nam się zakończyć renowację naszego kościoła – mówi ks. Piotr Faliński, proboszcz miejscowej parafii.

W sobotę impreza rozpocznie się o godz. 16. Organizatorzy zaplanowali przede wszystkim wspólne zabawy dla całych rodzin. Dla najmłodszych nie zabraknie więc gier i zabaw sprawnościowych, dla dorosłych natomiast przygotowano finał turnieju trampkarzy, koncert muzyki myśliwskiej na instrumentach dętych w wykonaniu sygnalistów z Nadleśnictwa Rudziniec, mecz oldbojów oraz występy kabaretowe. Osoby zainteresowane zwiedzeniem okolicy organizatorzy zapraszają na wycieczkę bryczką szlakiem rodziny Ballestremów, czyli dawnych właścicieli Pławniowic. Na wielbicieli koni czeka też przejażdżka wierzchem. Jeżeli pogoda pozwoli, godziny wieczorne wypełni z kolei zabawa taneczna.

Na dalszy ciąg atrakcji organizatorzy zapraszają o godz. 14. w niedzielę. Zgodnie z zapowiedziami, głównym punktem programu niedzielnej zabawy będzie mecz piłkarski ks. proboszcz kontra parafianie i goście, czyli w praktyce – rzuty karne do bramki, której z godnością bronić będzie miejscowy duszpasterz.

- W tym roku czekają nas dodatkowe atrakcje, ponieważ bramki będzie też bronił Michał Wróbel, bramkarz Górnika – Zabrze! W ubiegłym roku obroniłem ponad sto karnych. Nie boję się, ponieważ kiedyś rzeczywiście stałem na bramce i mam doświadczenie – zapewnia ks. proboszcz.

W niedzielę też o godz. 16. rozpocznie się trzeci już wyścig kolarski dla niezrzeszonych o puchar ks. proboszcza, a po nim gliwiccy komandosi zaprezentują pokaz samoobrony. Na gości czekać też będzie najwyższa na naszym terenie drabina strażacka. Organizatorzy zaplanowali również m.in. koncert orkiestry dętej KWK Sośnica, wyścigi na hulajnogach, finał loterii fantowej oraz koncert Agnieszki Witomskiej, która występowała wraz z kabaretem “Pod Egidą”. Dodatkową atrakcją będą jednoczesne Dni Otwartych Drzwi w ośrodku formacyjno – edukacyjnym Diecezji Gliwickiej, czyli dawnym pałacu Ballestremów, który będzie można zwiedzać wraz z przewodnikiem.

Autor artykułu: (pik)

Bobry na Matejki

Thursday, July 26th, 2001

MOSiR-Bobry Zabrze – tak od nowego sezonu będzie się nazywała drużyna koszykarzy, która wystąpi w męskiej I lidze. W hali przy ul. Matejki zabrzańska ekipa pojawi się na parkiecie w inauguracyjnym meczu ligowym we wrześniu.

Przypomnijmy, że koszykarze KS MOSiR Zabrze grali w minionym sezonie w trzeciej lidze i walczyli o wejście do rozgrywek wyższego szczebla. Uczestniczyli w kilku zawodach kwalifikacyjnych, w których wypadli bardzo dobrze.
Ostatecznie jednak w decydującym turnieju w Łańcucie zajęli drugie miejsce, przegrywając bezpośredni awans z Koroną Kraków. Mówiło się jednak, że zabrzanie mogą osiągnąć swój cel, a to ze względu na reorganizację lig koszykarskich w Polsce. Niektóre zespoły ze względów finansowych zrezygnowały z udziału w grach, dlatego istniała szansa, że zabrzanie na drugoligowym parkiecie jednak wystąpią.

Rzeczywistość okazała się bardziej różowa niż przypuszczano. Tak się stało, że z powodu kłopotów finansowych, w przyszłym sezonie z udziału w lidze musiały również zrezygnować bytomskie Bobry. Postanowiono w Zabrzu ten fakt wykorzystać i teraz już wiadomo, że Bobry zagrają, tyle tylko, że jako klub reprezentujący Zabrze.

W tej sprawie podpisano porozumienie o fuzji. Z połączenia Bobrów Bytom i KS MOSiR Zabrze powstanie nowa ekipa. Z Bytomia do Zabrza przejdą jednak tylko nieliczni zawodnicy.
Mówi się o doświadczonym Joachimie Wolniku, ponadto z Bielska-Białej dojdą Marcin Przygodzki i Grzegorz Podulka.
Trwają także rozmowy z innymi koszykarzami, ale trzon drużyny będą stanowić młodzi chłopcy, których oglądaliśmy m.in. podczas turnieju ćwierćfinałowego play off o wejście do II ligi.

- Naszym celem jest przede wszystkim w nadchodzącym sezonie utrzymanie się w pierwszej lidze. Na razie nie myślimy o zawodowej ekstraklasie. Na to przyjdzie jeszcze czas.
Musimy trochę okrzepnąć i znaleźć dla drużyny sponsorów sponsorów – mówi Józef Kubica, dyrektor zabrzańskiego MOSiR-u. – Kontrakty, które podpisaliśmy można określić jako umiarkowane więc utrzymanie finansowe sekcji koszykarskiej jest zupełnie realne.

Trenerem nowego zespołu zostanie dotychczasowy szkoleniowiec MOSiR-u Józef Potępa, który w minionym sezonie walnie przyczynił się do sukcesów drużyny na trzecioligowych parkietach. Trzeba także pamiętać, że pod wodzą tego trenera MOSioR Zabrze w koszykarskich rozgrywkach startował z najniższego szczebla i w trzecioligowe szeregi po prawdziwej szarszy wszedł zaledwie po jednym sezonie. W przeszłości Bobry Bytom z J. Potępą wywalczyły z swoje największe osiągnięcia – medale mistrzostw Polski.

Bardzo prawdopodobne, że utrzymana w Zabrzu zostanie również drużyna w III lidze, w której grać będą juniorzy.

Autor artykułu: (wag)

Szansa na telefon

Wednesday, July 25th, 2001

Jedynie 40 procent mieszkańców gminy Brzeszcze posiada telefony stacjonarne. Gmina plasuje się tym samym na ostatnim miejscu pod względem ich ilości w powiecie oświęcimskim.

Staramy się, żeby gmina została wreszcie objęta programem telefonizacyjnym – wyjaśnia Beata Szydło, burmistrz Brzeszcz. – Niestety, zarówno Telekomunikacja S.A., jak i Netia nie są zainteresowane inwestowaniem w te tereny.

Gmina jest rozległa i być może jest to powód dotychczasowych problemów. Pieniądze, które operatorzy musieliby zainwestować, są znaczne. W największej potrzebie znajdują się sołectwa Skidziń, Przecieszyn, Wilczkowice i Zasole. Tam do niedawna był jeden telefon stacjonarny na całą wieś. Dlatego większość mieszkańców, chcących utrzymać kontakt ze światem, kupowała telefony komórkowe.

- Byłam na spotkaniu z ministrem łączności – dodaje Beata Szydło. – Okazało się, że ministerstwo może jedynie koordynować działania. Jednak wiceprezes TP S.A. obiecał interweniować w tej sprawie. Nasz problem jest konsekwencją dotychczasowego funkcjonowania w ramach pszczyńskiego okręgu. Jego dyrekcja zupełnie nie wykazywała zainteresowania nami.

W chwili, gdy gmina znalazła się pod opieką Oświęcimia sytuacja zmieniła się. W wyniku zainteresowania oświęcimskiej telekomunikacji władze zleciły już wykonanie projektu telefonizacji gminy.

Autor artykułu: (kan)