Spółka MFI Holding zapowiedziała, że na wiosnę szykuje dla najmłodszych wielką niespodziankę. Śląskie Wesołe Miasteczko zmieni się nie do poznania: będą nowoczesne urządzenia, jakich w Polsce jeszcze nie było, m.in. rollercoaster o długości 700 metrów, nowoczesny ślizg, karuzele typu “Wave Springers”. Firma “Zierer”, producent tych cudów, wyposaża między innymi paryski Eurodisneyland i parki rozrywki w Stanach Zjednoczonych.
- Park w Chorzowie będzie tematyczny, ale na razie nie możemy zdradzić szczegółów – stwierdził Roel Kwaspen z MP Poland Investments. – Oficjalne otwarcie nastąpi pierwszego czerwca w przyszłym roku. Jednak już 27 kwietnia będzie można sprawdzić, co zrobiliśmy.
Karuzele się sypią
Obietnice brzmią znajomo, bo dzierżawca składał je już rok temu, po wygraniu przetargu na dzierżawę obiektu. Zapewniał wtedy, że odmienione Śląskie Wesołe Miasteczko przyjmie pierwszych gości jeszcze w tym sezonie, czyli w kwietniu lub maju 2001 r.
Nic takiego się nie stało. Na razie pewna jest tylko zmiana nazwy obiektu. Przyjmuje się z trudem, bo dla mieszkańców naszego regionu Śląskie Wesołe Miasteczko jest określeniem sympatycznym i zadomowionym. Zgodnie jednak z planami nowych właścicieli, lunapark należy radykalnie odmienić, łącznie z przestarzałą nazwą.
Czasu jest mało. Według aneksu do umowy z Wojewódzkim Parkiem Kultury i Wypoczynku, jeśli firma nie zainwestuje w Wesołe Miasteczko do końca tego roku 25,7 mln złotych, umowa dzierżawy może być rozwiązana. A na razie żadnych inwestycji nie widać.
Dzierżawca uspokaja, że nie ma powodu do obaw. Wyłoży w tym roku jeszcze więcej pieniędzy, niż obiecywał, bo 33,7 mln złotych. Słów nie może rzucać na wiatr, bo WPKiW – w aneksie umowy – nakłada kary za niedotrzymanie tych obietnic. Każdy dzień zwłoki wyceniono na 225 tys. złotych.
Zaniepokojony brakiem działania inwestora Śląski Urząd Wojewódzki zarządził kontrolę w sprawie przetargu na dzierżawę Wesołego Miasteczka. Okazało się, że dzierżawcę reprezentowała holenderska firma Mega Parc, o której Ambasada RP w Hadze nie miała informacji. Mimo sporego szumu w mediach o planach przebudowy, od kwietnia w Wesołym Miasteczku nic się nie działo.
Stare atrakcje sypały się tak jak dawniej, a może nawet bardziej. Dzierżawca wprowadził w tym roku karnety w cenie 15 złotych, ale tylko na takie karuzele, które podpisały z nim umowę. Trudno się dziwić, że właśnie one miały największe powodzenie i były czynne do oporu.
Karuzio w jaskini
Czy jednak w Wesołe Miasteczko warto inwestować niebotyczne sumy, skoro zdaniem Eugeniusza Morawskiego, zarządcy komisarycznego Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie – nawet bez nowych urządzeń przyniosło korzyści finansowe? WPKiW zarobił łącznie 600 tys. złotych na czysto.
Dotychczasowe zyski z działania Wesołego Miasteczka były trzy razy mniejsze. Zdarzały się nawet sezony, kiedy notowano straty. Dlatego WPKiW nie widzi podstaw do kwestionowania umowy. Tym bardziej że dzierżawca wytłumaczył, dlaczego przedłużały się terminy inwestycji.
- Zajmowaliśmy się sporządzaniem map terenu, bo te, którymi dysponowaliśmy, okazały się przestarzałe, miały pół wieku – wyjaśniał Roel Kwaspen. – Bez map nie mogliśmy przygotować fundamentów.
To prawda, że tradycyjne wesołe miasteczka w Europie odchodzą w przeszłość. Modny jest pomysł. Osiągnięcia techniki sprawiają, że turystom można zapewnić fantastyczne przeżycia: sztuczną dżunglę, lot w kosmos, zamek z upiorami, wyprawę w świat piratów. Na 40 hektarach paryskiego Disneylandu jest tylko jedna tradycyjna karuzela.
Na razie jednak dzierżawca przedstawił tylko jeden projekt – w Śląskim Parku Atrakcji spotkamy dinozaura Karuzia. Zamieszka w specjalnym jaskiniowym domku i pozwoli się podpatrywać. Głównym zadaniem Karuzia będzie bawienie i oprowadzanie gości po ŚPA. Park może potrzebować przewodnika, bo składać się będzie z różnych części. Ale jakich – dzierżawca nie zdradził.
Dzierżawca już rok temu planował, że do Chorzowa trafi 15 nowych urządzeń rozrywkowych, o łącznej wartości około 20 mln marek. Dlatego w tym sezonie szykowano się na przyjęcie co najmniej kilkuset tysięcy gości. Ale okazało się, że w dni powszednie stare Wesołe Miasteczko odwiedza średnio 2,5 tys. ludzi, a w dni świąteczne i weekendy – do 8 tys. gości.
W Wesołym Miasteczku znajduje się karuzela z samolotami, która ma już 35 lat. Na Zachodzie mogłaby bez trudu trafić do muzeum, u nas ciągle nie odchodziła na zasłużoną emeryturę. Ostatnią nową karuzelę kupiono tutaj osiem lat temu.
Niech wreszcie zbudują
Ale nawet gdyby wszystko poszło zgodnie z planem dzierżawcy, czy mieszkańcy regionu polubią odmienione Wesołe Miasteczko – śląski disneyland? Podobno ekspertyzę w tej sprawie przeprowadził jeden z profesorów Uniwersytetu Śląskiego. Dzierżawca nie podał jednak ani jego nazwiska, ani wyników badań.
- Polacy nie mogli się przekonać, czy lubią parki rozrywki, bo dotąd właściwie ich nie mieliśmy – komentuje prof. Andrzej Eliasz ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. – Nasz styl życia jednak wyraźnie się zmienia, mamy inne potrzeby niż kiedyś. Zobaczymy, co się stanie, gdy wreszcie wybudują jakiś disneyland. Sam chętnie bym tam chodził, oczywiście z dziećmi. Myślę, że pod tym względem nie różnię się od innych ojców na całym świecie.
Na niedawnej konferencji prasowej dzierżawcy zapewnili, że atrakcje są już w drodze z Niemiec. Z konkretów przedstawili jednak tylko postać Karuzia. Dinozaur w kapeluszu rozkłada szeroko ręce. Oby to nie był gest bezradności…
Autor artykułu: GRAŻYNA KUŹNIK