Archive for December, 2001

Znów kontrowersje

Monday, December 31st, 2001

2 stycznia odbędzie się Nadzwyczajne Zebranie Przedstawicieli Członków Myszkowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Zwołania zgromadzenia domagały się 24 osoby. Ostatnio pięć z nich wycofało się z tego żądania. Ale walne i tak będzie.

Latem zmieniły się władze spółdzielni. W efekcie burzliwych zebrań osiedlowych powołano nową Radę Nadzorczą i Zarząd Tymczasowy. Głównym powodem niazadowolenia mieszkańców z poprzednich władz była zmiana sposobu naliczania opłat za ciepłą wodę. Należności wzrosły. We wrześniu wybrano już wydawało się stały nowy zarząd. Ale po kilku miesiącach w spółdzielni znów jest niespokojnie.

Nie wszyscy zgadzają się ze sprawozdaniem Rady Nadzorczej za okres od 1 lipca do 30 września br. Sporne są kwestie dotyczące działalności Zarządu Tymczasowego. Rada uznała, że ten przejściowy organ nie rozwiązał kilku istotnych spraw. Zarząd twierdzi, że nie miał czasu na ich pokonanie.

Niektóre posunięcia obecnych władz budzą kontrowersje. Chodzi m.in. o zaległości czynszowe. Wynoszą one ponad 3 mln zł. Regularnie płaci 55 proc. lokatorów.

Zarząd wymyślił sposób, który ma dyscyplinować mieszkańców. W klatkach schodowych rozwieszono informacje, jakie będą konsekwencje za zaleganie z czynszem.

Ulotka z jednego z bloków: ,Zarząd MSM uprzejmie informuje, że w rankingu lokatorów najsumienniej wywiązujących się z płacenia czynszu Wspólnota Waszej klatki schodowej zajęła 156. miejsce na 206 klatek w całej MSM (pełny ranking jest przedstawiony na tablicy ogłoszeń MSM). Chcąc podtrzymać słuszną tendencję rzetelnego płacenia należności Zarząd MSM postanowił nagrodzić wspólnoty pierwszych 26 klatek naszej spółdzielni. Klatki tych wspólnot będą sprzątane siłami sprzątaczek MSM bez dodatkowych opłat ze strony lokatorów. Zarząd MSM zapewnia, że każda klatka schodowa będzie sprzątana przez sprzątaczki MSM, której zadłużenie spadnie poniżej 5 zł na metr kwadratowy powierzchni mieszkania, natomiast w klatkach mających zadłużenie wyższe niż 30 zł na m kw. nie będą prowadzone prace remontowe i konserwacyjne z wyjątkiem sytuacji awaryjnych.”

Wielu mieszkańców uznało, że wprowadzanie odpowiedzialności zbiorowej jest niedopuszczalne. Dlaczego ci, którzy regularnie opłacają czynsz mają być karani za tych, którzy nie wywiązują się z tego obowiązku, pytają.

Autor artykułu: (JS)

Ostrożnie z fajerwerkami

Monday, December 31st, 2001

- Chcąc hucznie uczcić nadejście Nowego Roku lepiej uczynić to za pomocą środków pirotechnicznych kupionych w sprawdzonym miejscu gwarantującym dobrą jakość. W żadnym wypadku nie pozostawiajmy tych środków w rękach dzieci bez odpowiedzialnego nadzoru dorosłych. Nieostrożne obchodzenie się z petardami, racami może doprowadzić do nieszczęścia – ostrzega kom. Katarzyna Staciwa, rzecznik częstochowskiej policji.

Przed trzema laty mieszkaniec Pajęczna podczas odpalania petardy doznał poparzeń twarzy. W 2000 roku 22-letni mieszkaniec Kruszyny nieomal stracił dłoń, kiedy petarda hukowa wystrzeliła zbyt wcześnie. W ubiegłym roku przypadkowy wystrzał petardy wywołał pożar mieszkania przy ul. Słowackiego w Częstochowie.

Wyroby pirotechniczne są zaliczane do materiałów wybuchowych, na których wytwarzanie i obrót wymagana jest koncesja. Stoiska oferujące te produkty kontrolują strażnicy miejscy i policjanci.

- Materiały pirotechnicze muszą mieć określoną nazwę, oznaczoną klasę, numer obowiązującej normy, nazwę i adres producenta lub importera, a także instrukcję użytkowania w języku polskim – przypomina kom. Staciwa. – Handel wyrobami oznaczonymi nieprawidłowo lub bez oznakowania stanowi wykroczenie. Sprzedaż tych produktów młodzieży do 18. roku życia jest zakazana.

Autor artykułu: (vig)

Dopłacać, czy nie dopłacać oto jest pytanie

Monday, December 31st, 2001

Od nowego roku koordynacją rozkładów jazdy w powiecie oświęcimskim będzie się zajmował wydział komunikacji starostwa, ten sam, który wydaje również pozwolenia na przejazdy zbiorowe. Do tej pory koordynatorem był Zarząd Dróg Powiatowych.

- ZDP miał zapewne bardziej mobilny aparat do wykonywania tego zadania. Podobną praktykę stosowaliśmy przez dwa lata, ale przewoźnicy często próbowali podchodzić koordynatora z różnych stron, m.in. zmieniając pewne opinie. Dlatego chcemy, by od nowego roku wszystko było w jednych rękach, a co za tym idzie, chcemy mieć kontrolę nad pełnym przebiegiem koordynowania rozkładów jazdy i wydawania pozwoleń na przewóz zbiorowy – mówi Adam Bilski, starosta powiatu oświęcimskiego.

Nadal nie jest rozwiązany najważniejszy problem, czyli skuteczny sposób kontrolowania przewoźników. Ci bowiem, zwłaszcza prywatni, nie przestrzegają własnych rozkładów jazdy. I nie ma co ukrywać, że taki proceder odbija się przede wszystkim na pasażerach, którzy często na mrozie spędzają dwie godziny, by doczekać się na transport.

- Busy nieustannie, zwłaszcza w dni wolne lub po południu, podjeżdżają na przystanek tuż przed autobusem, nie trzymając się własnego rozkładu – mówi Andrzej Cz. z Oświęcimia.

Starostwo zapewnia, że niebawem zostanie stworzony specjalny aparat kontroli, który powinien być znacznie skuteczniejszy niż dotychczasowe doraźne akcje.

- Myślę, że do końca ten problem i tak nie zostanie rozwiązany, dopóki nie zostanie zmienione prawo przewozowe – dodaje Bilski.

Konkurencja jest coraz większa. Nie tylko pomiędzy prywatnymi przewoźnikami i PKS, ale również między tymi pierwszymi. Na biurko starosty trafia coraz więcej donosów. W środkach nikt nie przebiera. Inna sprawa, że narastająca konkurencja sprawia, że przewoźnicy, także państwowi, wycofują się z kursów na liniach nierentownych. Skutek jest taki, że np. z Osieka, Smolic, czy Lipowej trudno wydostać się wieczorem albo w nocy. Ludzie pracujący na zmiany nie mają czym dojeżdżać do zakładów pracy, a PKS żąda dopłat do nierentownych linii od gmin. Te decydują się na to niechętnie.

Autor artykułu: TADEUSZ JACHNICKI

Długi weekend złodziei

Friday, December 28th, 2001

Wiele osób zdecydowało się spędzić sylwestra poza domem. Często wyjeżdżają już w piątek. Powrót z wypadu w góry planują dopiero we wtorek.

- Powinniśmy powiedzieć sąsiadom, że wyjeżdżamy i poprosić ich, żeby zwrócili uwagę na nasze mieszkanie, może nakarmili też pieska i podlali kwiaty. Powinniśmy poprosić ich o pomoc zwłaszcza wtedy, gdy mieszkamy w domku jednorodzinnym.

Ludzie, mieszkający w blokach, nie powinni nikomu nieznajomemu otwierać drzwi przez domofon. A jeżeli już je otworzymy, to trzeba później sprawdzić komu – przypomina kom. Krzysztof Majchrzak, rzecznik tarnogórskiej policji. I uspokaja: – Jednak podczas Świąt i sylwestra spada liczba włamań. Przestępcy też mają wolne, choć być może nie są zbytnio religijni.

Autor artykułu: (mo)

Tragiczna seria

Friday, December 28th, 2001

Dwa tragiczne wypadki wydarzyły się w ubiegłą środę około godz. 19.00. na drodze między miejscowościami Tąpkowce i Celiny.

Nie wiadomo dokładnie co było przyczyną czołowego zderzenia daewoo tico z polonezem trakiem. Najprawdopodobniej kierowca tico, który zginął na miejscu, nie zdawał sobie sprawy, że warunki jazdy były tego wieczora aż tak trudne.
Kierowca poloneza został ranny. Natychmiast na ratunek wyruszyli strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Tarnowskich Górach. Nie udało im się jednak dojechać na miejsce wypadku. Trzy kilometry wcześniej wóz strażacki wpadł w poślizg i spadł z pobliskiej skarpy. Koziołkujący wóz przygniótł 24-letniego strażaka, który wypadł z samochodu. Młody strażak nie przeżył wypadku.

- Ranni zostali również czterej pozostali strażacy. Trzech trafiło do Wojewódzkiego Szpitala Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich, a jeden do tarnogórskiego Wielospecjalistycznego Szpitala Rejonowego – poinformował “DZ” bryg. Ryszard Świderski, zastępca komendanta tarnogórskiej JRG PSP w Tarnowskich Górach. Tragiczny wypadek wstrząsnął strażakami, którzy do tej pory nie potrafią uwierzyć w to co stało się w środę. Nawet w najgorszych snach nie przypuszczali, że tuż przed Świętami pożegnają w ten sposób, jednego ze swoich kolegów.

24-letni strażak mieszkał w Częstochowie. Tam też odbył się jego pogrzeb. Najprawdopodobniej do kasacji nadawać się będzie wóz, którym strażacy jechali fatalnej akcji. Do tarnogórskiej jednostki trafił zaledwie kilka miesięcy temu.

Droga, gdzie doszło do tragicznych wypadków to trasa łącząca Tarnowskie Góry z Siewierzem, która cieszy się złą opinią wśród kierowców. Niedawno doszło tu do innego tragicznego wydarzenia, kiedy to w okolicach Boguchwałowowic, rozpędzony tir uderzy w autobus wiozący dzieci do tarnogórskiego Aquaparku. Wtedy zginęły trzy osoby, a 45 zostało rannych.

Autor artykułu: JOANNA LIDOCHOWSKA

Dawnych balów czar

Friday, December 28th, 2001

Wmałym domku w Koszęcinie rozmawiamy z Józefem Mitasem, wieloletnim kierownikiem górniczego ośrodka szkolenia kadr w Świerklańcu, o dawnych czasach.

- Metrowej grubości mury Domu Kawalera w świerklanieckim parku widziały prawie setkę sylwestrowych zabaw – zapewnia pan Józef. – Budynek ten zbudowali w latach 1903-1906 Donnersmarckowie na przyjazd niemieckiego cesarza Wilhelma II. Obiekt był bogato urządzony. Miał centralne parowe ogrzewanie i oświetlenie elektryczne. Jego pierwszymi gośćmi była cesarska świta, która balowała przez cały tydzień, dzień po dniu. Właściciele Domu Kawalera należeli do najbogatszych arystokratycznych rodów w Europie, więc bawili się z przepychem, zapraszając na bale książąt i magnatów z całego Śląska. Utrzymywali również własną orkiestrę. O północy w noc sylwestrową orkiestra wychodziła w pochodzie pod zamek Donnersmarcków, potem parkowymi alejami szła do Świerklańca, oznajmiając muzyką nadejście nowego roku. W okresie międzywojennym dla zarządców i urzędników majątku organizowano “bal zimowy” na stawie, przy elektrycznym oświetleniu, z pokazami jazdy na łyżwach.

Po plebiscycie w 1921 roku Świerklaniec znalazł się w granicach Polski. W latach 1924-1937 Dom Kawalera zamieszkiwał były prezydent Szwajcarii Feliks Calonder, przewodniczący Górnośląskiej Komisji Mieszanej, kontrolującej przestrzeganie warunków poplebiscytowego podziału Śląska.

- Gospodarze prześcigali się w zabiegach urozmaicenia czasu pobytu dyplomaty w Świerklańcu. Na sylwestrowe bale zapraszano, oprócz rodziny, wpływowych polityków, ambasadorów, konsulów niemieckich, posłów, przedstawicieli międzynarodowej finansjery. Rodzinna atmosfera, stwarzana Calonderowi we wspaniałych wnętrzach ozdobionych dziełami sztuki, miała go pozytywnie nastawiać wobec problemów niemieckiej mniejszości narodowej. Wybuch II wojny światowej zakończył okres balowania w świerklanieckiej posiadłości. W 1944 roku urządzono tu siedzibę sztabu niemieckiego, a do 31 grudnia Donnersmarckowie spakowali w skrzynie swoje najcenniejsze dzieła sztuki, złoto i klejnoty, i wywieźli w głąb Niemiec.

Pan Józef przerywa swoją opowieść. Wyciąga z szafy sporej wielkości rysunek, wykonany sangwiną, przedstawiający grzejącego się przy kominku księcia Guido Henckel von Donnersmarcka, wspominającego bale (sangwina, to rysunek wykonany czarno-brunatną kredką z glinki z czerwonym, żelazowym barwnikiem i woskiem, lub olejem, jako spoiwem).
Poznanie historii miejsca, w którym pracował, stało się jego pasją. Wydał nawet w 1986 roku niewielką książeczkę.

- Po wojnie do 1963 roku Domem Kawalera zarządzało PTTK.
Prowadzono tu hotel I kategorii i restaurację, która w każdego sylwestra organizowała zabawy. Były to zabawy skromne, przygrywała orkiestra złożona z lokalnych muzyków, a bilety wstępu rozprowadzano poprzez zakłady pracy. Funkcjonowanie ośrodka przynosiło ciągle straty, więc budynek przekazano resortowi górnictwa. Po po przeprowadzeniu remontu górnictwo postanowiło uruchomić tu ośrodek doskonalenia kadry kierowniczej. Przez prawie 30 lat Dom Kawalera był obiektem dostępnym tylko pracownikom przemysłu węglowego. Co roku zabawę sylwestrową urządzała inna kopalnia, organizując wystrój, zaopatrzenie, obsługę, wodzireja i zespoły przygrywające do tańca. Na balach bawiło się tu 100-120 osób. Trzeba było wypożyczać zastawę i wynajmować obsługę. W takich przypadkach pomagała Powszechna Spółdzielnia Spożywców z Tarnowskich Gór. Zawsze problemem było zdobycie artykułów żywnościowych, o wszystkim decydowała przedsiębiorczość organizatora. W czasie balu podawano zakąski, ciepłe danie, zimną płytę, kawę, ciastka i napoje. Kuchnia najczęściej serwowała zupę pieczarkową, schab po sztygarsku lub polędwicę z pieczarkami a z napojów piwo, oranżadę, wody sodowe i oczywiście obowiązkowo szampana. Sale dekorowano świerkami ze szkółek pod Ostrożnicą, ozdobionymi gęsto lametą i lampkami, pod sufitem rozwieszano kolorowe baloniki i przygotowywano specjalne oświetlenie reflektorami. Zespoły muzyczne zajmowały podest na półpiętrze marmurowych schodów, a tańczono wszędzie. Głównie w holu przy kominkach, w których palono drewnem bukowym lub brzozowym.
Czasami, gdy zaradny organizator zdobył w Krupskim Młynie petardy i sztuczne ognie, o północy odpalano je, wzbudzając powszechny podziw. Tamte bale kończyły się nad ranem. Zmęczonych balowiczów kopalniane autobusy rozwoziły do domów.

Rozmowa dobiega końca. Pan Józef, mimo swoich 87 lat, nie czuje się zmęczony, cieszy się ze spotkania. Umawiamy się na wspólną wycieczkę do Domu Kawalera po Nowym Roku.

Autor artykułu: StanisŁaw Wawszczak

Legień przyśpieszył przyjazd

Thursday, December 27th, 2001

W kilkanaście godzin 1500 kilometrów przejechał spod Paryża do Bytomia, by znaleźć się na uroczystości podsumowującej sezon dżudo w Czarnych Bytom, najsławniejszy wychowanek tego klubu, dwukrotny złoty medalista olimpijski, Waldemar Legień.

- Za namową prezesa Józefa Wiśniewskiego postanowiłem przyśpieszyć swój przyjazd do Polski na Święta, by uczestniczyć w tej uroczystości. We Francji nie ma jeszcze zimy, więc nie miałem kłopotów w czasie jazdy. Zimowa aura zaczęła się dopiero od Wrocławia. Nie myślę o powrocie do kraju na stałe. Jestem trenerem w Racing de France i miałem już dwie propozycje objęcia francuskiej kadry narodowej. Na razie nie dogadaliśmy się – powiedział “DZ” Legień.

Nasz najlepszy w historii dżudoka jest dziś także przedstawicielem Polskiego Związku Judo do spraw kontaktów międzynarodowych.

- Rozpocząłem starania, by znaleźć sponsora dla naszego związku. Jednak moja rola w zasadzie kończy się w momemcie skontaktowania stron, reszta należy do związku. Trzeba sobie jednak otwarcie powiedzieć, że trudno znaleźć sponsora dla dżudo. Ten sport jest mało telewizyjny.
Zainteresowałem się ideą, aby dżudo uatrakcyjnić. Zrobić show w stylu amerykańskim. Ale to długa droga, tym bardziej, że duży opór stawiają Japończycy – dodał Legień.

Autor artykułu: (jab)

Miasto hokejem stoi

Thursday, December 27th, 2001

Piętanście lat temu w KKS Śląsk Tarnowskie Góry powstała sekcja hokeja na trawie. Potem laskarze przenieśli się do Zametu Strzybnica. Tworzył ją i cały czas w niej działa Stefan Karmelita, obecnie wicedyrektor Zespołu Szkół Publicznych nr 4. Aktualnie klub nazywa się “Ósemka” Tarnowskie Góry, a to od numeru szkoły podstawowej, gdzie w końcu się usadowił, a która przekształcona później została we wspomniany ZSP nr 4.

Wbrew pozorom “Ósemka” posiada sekcję seniorów. W II lidze zajmuje po rundzie jesiennej czwarte miejsce ze stratą punktu do wicelidera, przy jednym zaległym meczu. Ów mecz rozegrany zostanie już wiosną, podobnie jak cała runda rewanżowa, więc tarnogórzanie na pewno mają jeszcze szanse na awans.

Sukcesy odnoszą młodzi laskarze “Ósemki”.
- W tym roku zdobyliśmy brązowy medal mistrzostw Polski juniorów młodszych oraz czwarte miejsce w tej grupie wiekowej na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży ? mówi Stefan Karmelita.

Trzecie miejsca na Śląsku zdobyła grupa młodzików i grupa dzieci. W kadrze narodowej juniorów młodszych są Marcin Czupek i Wojciech Zimnicki, którzy zdobyli brązowy medal mistrzostw Europy. Miejsce w owej kadrze ma także Damian Kiedos, ale na ME nie pojechał. Trener Karmelita nie podołałby sam wszystkim wyzwaniom.

- Człowiekiem, który razem ze mną to wszystko ciągnie, jest Rafał Sołtysik. On również jest pracownikiem szkoły, nauczycielem wuefu. Mecze rozgrywamy na miejscowym boisku Kolejowego Ośrodka Sportu i Rekreacji “Śląsk”, przy ulicy Korczaka. Ewentualny awans seniorów do I ligi wiązałby się ze zwiększeniem kosztów utrzymania klubu. Wówczas potrzebny byłyby już sponsor. Dziś niektóre koszty pokrywamy z własnej kieszeni. Na przykład kije zawodnicy kupują sobie sami, a to wydatek od 50 do nawet 400 złotych. Z Urzędu Miejskiego otrzymaliśmy 8 tysięcy złotych, piekarska firma funduje nam przejazdy, pomaga nam też jedna z tarnogórskich firm. To pozwala klubowi na przetrwanie.

Co “Ósemkę” czeka w nowym roku?
- Jesteśmy w trakcie załatwiania sztucznej nawierzchni. Dziś to konieczność, to już inny hokej. Gdybyśmy takiej nawierzchni nie mieli, trzeba by się zastanowić, czy warto to dalej ciągnąć. Mamy obiecaną nawierzchnię. Używaną, ale w bardzo dobrym stanie. Pomaga nam w tym niemiecki związek hokeja na trawie, a konkretnie kierownik reprezentacji Niemiec, Witold Ziaja, z którym znamy się od dawna. Mamy otrzymać tę nawierzchnię nieodpłatnie. Ta inwestycja będzie najważniejsza w 2002 roku. Syn tarnogórskiego trenera, Paweł, gra w AZS AWF Poznań i jest reprezentantem Polski.

Autor artykułu: JACEK BŁASIAK

Park dobrych życzeń

Thursday, December 27th, 2001

Spółka MFI Holding zapowiedziała, że na wiosnę szykuje dla najmłodszych wielką niespodziankę. Śląskie Wesołe Miasteczko zmieni się nie do poznania: będą nowoczesne urządzenia, jakich w Polsce jeszcze nie było, m.in. rollercoaster o długości 700 metrów, nowoczesny ślizg, karuzele typu “Wave Springers”. Firma “Zierer”, producent tych cudów, wyposaża między innymi paryski Eurodisneyland i parki rozrywki w Stanach Zjednoczonych.

- Park w Chorzowie będzie tematyczny, ale na razie nie możemy zdradzić szczegółów – stwierdził Roel Kwaspen z MP Poland Investments. – Oficjalne otwarcie nastąpi pierwszego czerwca w przyszłym roku. Jednak już 27 kwietnia będzie można sprawdzić, co zrobiliśmy.

Karuzele się sypią

Obietnice brzmią znajomo, bo dzierżawca składał je już rok temu, po wygraniu przetargu na dzierżawę obiektu. Zapewniał wtedy, że odmienione Śląskie Wesołe Miasteczko przyjmie pierwszych gości jeszcze w tym sezonie, czyli w kwietniu lub maju 2001 r.

Nic takiego się nie stało. Na razie pewna jest tylko zmiana nazwy obiektu. Przyjmuje się z trudem, bo dla mieszkańców naszego regionu Śląskie Wesołe Miasteczko jest określeniem sympatycznym i zadomowionym. Zgodnie jednak z planami nowych właścicieli, lunapark należy radykalnie odmienić, łącznie z przestarzałą nazwą.

Czasu jest mało. Według aneksu do umowy z Wojewódzkim Parkiem Kultury i Wypoczynku, jeśli firma nie zainwestuje w Wesołe Miasteczko do końca tego roku 25,7 mln złotych, umowa dzierżawy może być rozwiązana. A na razie żadnych inwestycji nie widać.

Dzierżawca uspokaja, że nie ma powodu do obaw. Wyłoży w tym roku jeszcze więcej pieniędzy, niż obiecywał, bo 33,7 mln złotych. Słów nie może rzucać na wiatr, bo WPKiW – w aneksie umowy – nakłada kary za niedotrzymanie tych obietnic. Każdy dzień zwłoki wyceniono na 225 tys. złotych.
Zaniepokojony brakiem działania inwestora Śląski Urząd Wojewódzki zarządził kontrolę w sprawie przetargu na dzierżawę Wesołego Miasteczka. Okazało się, że dzierżawcę reprezentowała holenderska firma Mega Parc, o której Ambasada RP w Hadze nie miała informacji. Mimo sporego szumu w mediach o planach przebudowy, od kwietnia w Wesołym Miasteczku nic się nie działo.

Stare atrakcje sypały się tak jak dawniej, a może nawet bardziej. Dzierżawca wprowadził w tym roku karnety w cenie 15 złotych, ale tylko na takie karuzele, które podpisały z nim umowę. Trudno się dziwić, że właśnie one miały największe powodzenie i były czynne do oporu.

Karuzio w jaskini

Czy jednak w Wesołe Miasteczko warto inwestować niebotyczne sumy, skoro zdaniem Eugeniusza Morawskiego, zarządcy komisarycznego Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie – nawet bez nowych urządzeń przyniosło korzyści finansowe? WPKiW zarobił łącznie 600 tys. złotych na czysto.

Dotychczasowe zyski z działania Wesołego Miasteczka były trzy razy mniejsze. Zdarzały się nawet sezony, kiedy notowano straty. Dlatego WPKiW nie widzi podstaw do kwestionowania umowy. Tym bardziej że dzierżawca wytłumaczył, dlaczego przedłużały się terminy inwestycji.

- Zajmowaliśmy się sporządzaniem map terenu, bo te, którymi dysponowaliśmy, okazały się przestarzałe, miały pół wieku – wyjaśniał Roel Kwaspen. – Bez map nie mogliśmy przygotować fundamentów.

To prawda, że tradycyjne wesołe miasteczka w Europie odchodzą w przeszłość. Modny jest pomysł. Osiągnięcia techniki sprawiają, że turystom można zapewnić fantastyczne przeżycia: sztuczną dżunglę, lot w kosmos, zamek z upiorami, wyprawę w świat piratów. Na 40 hektarach paryskiego Disneylandu jest tylko jedna tradycyjna karuzela.

Na razie jednak dzierżawca przedstawił tylko jeden projekt – w Śląskim Parku Atrakcji spotkamy dinozaura Karuzia. Zamieszka w specjalnym jaskiniowym domku i pozwoli się podpatrywać. Głównym zadaniem Karuzia będzie bawienie i oprowadzanie gości po ŚPA. Park może potrzebować przewodnika, bo składać się będzie z różnych części. Ale jakich – dzierżawca nie zdradził.

Dzierżawca już rok temu planował, że do Chorzowa trafi 15 nowych urządzeń rozrywkowych, o łącznej wartości około 20 mln marek. Dlatego w tym sezonie szykowano się na przyjęcie co najmniej kilkuset tysięcy gości. Ale okazało się, że w dni powszednie stare Wesołe Miasteczko odwiedza średnio 2,5 tys. ludzi, a w dni świąteczne i weekendy – do 8 tys. gości.

W Wesołym Miasteczku znajduje się karuzela z samolotami, która ma już 35 lat. Na Zachodzie mogłaby bez trudu trafić do muzeum, u nas ciągle nie odchodziła na zasłużoną emeryturę. Ostatnią nową karuzelę kupiono tutaj osiem lat temu.

Niech wreszcie zbudują

Ale nawet gdyby wszystko poszło zgodnie z planem dzierżawcy, czy mieszkańcy regionu polubią odmienione Wesołe Miasteczko – śląski disneyland? Podobno ekspertyzę w tej sprawie przeprowadził jeden z profesorów Uniwersytetu Śląskiego. Dzierżawca nie podał jednak ani jego nazwiska, ani wyników badań.

- Polacy nie mogli się przekonać, czy lubią parki rozrywki, bo dotąd właściwie ich nie mieliśmy – komentuje prof. Andrzej Eliasz ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. – Nasz styl życia jednak wyraźnie się zmienia, mamy inne potrzeby niż kiedyś. Zobaczymy, co się stanie, gdy wreszcie wybudują jakiś disneyland. Sam chętnie bym tam chodził, oczywiście z dziećmi. Myślę, że pod tym względem nie różnię się od innych ojców na całym świecie.

Na niedawnej konferencji prasowej dzierżawcy zapewnili, że atrakcje są już w drodze z Niemiec. Z konkretów przedstawili jednak tylko postać Karuzia. Dinozaur w kapeluszu rozkłada szeroko ręce. Oby to nie był gest bezradności…

Autor artykułu: GRAŻYNA KUŹNIK

Widownia pod nadzorem

Monday, December 24th, 2001

Najpoważniejszą inwestycją na tyskim lodowisku w ostatnich latach jest zainstalowanie monitoringu. Działanie urządzeń zaprezentowano dziennikarzom na czwartkowej konferencji prasowej, w której oprócz przedstawicieli władz miasta i MOSiR wzięli także udział funkcjonariusze policji i specjaliści z ZEG-u.

- Nasza akcja ,Bezpieczne Tychy – Dość Milczenia”, która prowadzona jest od stycznia 2000 roku przyniosła konkretne efekty – powiedział koordynator akcji, radny Michał Gramatyka. – Najpierw były to urządzenia sportowe na osiedlu ,U”, teraz system monitoringu na lodowisku. Chcemy go rozszerzyć na okolice obiektu i ul. Wyszyńskiego. W ten sposób cała trasa przejścia kibiców z lodowiska do przystanku i wyjazd z miasta będzie pod nadzorem. W naszych planach jest stworzenie monitoringu na wszystkich szlakach komunikacyjnych w mieście, a także na stadionie przy ul. Edukacji i włączenie go do centralnego systemu, jaki powstanie w Komendzie Mieskiej Policji.

- Nie muszę nikogo przekonywać, że monitoring w zasadniczy sposób wpłynie na poprawę bezpieczeństwa nie tylko na lodowisku, ale także w mieście – mówił sierżant sztabowy Andrzej Tabor z KMP. – Kibice na widowni przestaną być anonimowi. Kiedy jakiś czas temu mieliśmy awantury i incydent z rzuceniem pojemnika z gazem, trudno było dotrzeć do prowodyrów zajść. Teraz ustalenie winnych będzie sprawą łatwą, zwłaszcza, że sądy chętniej już przyjmują materiały zarejestrowane przez kamery, jako materiał dowodowy.
Na zainstalowanie monitoringu na obiekcie wydano z budżetu miasta ok. 150 tys. zł. Spełniał on będzie nie tylko funkcje nadzoru podczas imprez sportowych, ale także prewencyjną i archiwizacyjną. System tworzy sieć kamer, które umieszczone są m.in. nad lodowiskiem i obejmują całą widownię (zbliżenia są tak dokładne, że można odczytać gazetę położoną na krzesełku), przy wejściach, w korytarzach w kasach. Centrum nadzoru mieści się w pomieszczeniu przy zegarze, a do obsługi systemu wystarcza jedna osoba.

Autor artykułu: (les)