Archive for March, 2003

Związkowcy na bruk

Friday, March 28th, 2003

Sześciu działaczy związkowych z Fabryki Parkietów Biadki zostało zwolnionych z pracy dwa dni po tym, jak w zakładzie doszło do strajku.

Wypowiedzenia dostali przewodniczący obu związków zawodowych działających w firmie: Emilia Cybińska, szefowa NSZZ „Solidarność” i Zenon Jędrzejak ze Związku Zawodowego Drzewiarzy. Pozostała czwór- ka tworzyła zarządy tych związków i wchodziła w skład komitetu strajkowego.

- Rozwiązanie umowy o pracę nastąpiło z powodu ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych, to znaczy zorganizowania i przeprowadzenia w dniu 25 marca 2003 roku w Fabryce Parkietów w Biadkach nielegalnego strajku z udziałem załogi – uzasadnia Robert Baranowski, dyrektor finansowy Witaru, który 27 marca po południu wręczył pracownikom Fabryki Parkietów Biadki wypowiedzenia.
Związkowcy podtrzymują, że spór i strajk były legalne.

- Nasi doradcy związkowi także twierdzą, że wszystko było zgodnie z prawem. Przecież z powodu strajku zakład nie poniósł żadnych kosztów, jak nam to zarzucano. Jedna zmiana przyszła wcześniej do pracy, druga natomiast nie miała przerwy śniadaniowej – tłumaczy Zenon Jędrzejak.
Związkowcom zarzucano na czwartkowym spotkaniu, że strajk jest nielegalny, bo nie dotyczy spraw, które znajdują się w obszarze działania związków jak np. płace.

- Pogarszające się wyniki finansowe całego Witaru wpływają na nasze płace, bo nie wszyscy dostaną podwyżki – mówi przewodniczący NSZZ Drzewiarze.

Załoga nie podjęła jeszcze decyzji, jak zareagować na kolejne zwolnienia swych kolegów.

Autor artykułu: NETA

Prezydent pomoże?

Friday, March 28th, 2003

Wczoraj na ulice wyszło blisko 2300 strajkujących robotników ostrowskiej Fabryki Wagon.
Pod Urzędem Miasta odczytali petycję. Domagają się pomocy w ratowaniu zakładu.

Przez ponad dwie godziny robotnicy manifestowali swoje nie- zadowolenie, domagając się już nie tylko wypłaty zaległych wynagrodzeń za luty, ale także ratowania firmy przed upadkiem. Wczorajsza demonstracja nie ograniczyła się wyłącznie do zablokowania ulicy Wrocławskiej. Pracownicy Wagonu przeszli przez centrum, a następnie udali się pod Urząd Miasta.

Petycja do prezydenta

Strajkujący złożyli na ręce prezydenta petycję, w której domagają się pomocy ze strony władz miasta w ratowaniu Fabryki Wagon.

- Sytuacja w której znalazł się zakład jest katastrofalna – mówi Grzegorz Majchrzak, przewodniczący NSZZ Solidarność w Fabryce Wagon. – Brak materiałów, brak środków finansowych doprowadza fabrykę nieuchronnie do upadłości. Dlatego zwróciliśmy się do prezydenta, by ten, jak najszybciej zorganizował spotkanie wszystkich osób i instytucji, którym leży na sercu ratowanie 2300 miejsc pracy. Jeśli nie podejmiemy wspólnie wiążących przedsięwzięć, co do dalszej egzystencji Fabryki, to doprowadzimy nasze miasto oraz region do katastrofy ekonomicznej.
Dzisiaj prezydent Jerzy Świątek wspólnie z przedstawicielami Komitetu Strajkowego Fabryki Wagon wyjechał do Warszawy, gdzie ma się spotkać z Jerzym Hausnerem, ministrem gospodarki, pracy i polityki społecznej. Oczywiście dyskusja dotyczyć będzie ratowania największego zakładu w południowej Wielkopolsce.

Co z planem naprawy?

Nadal nie wiadomo, czy firmy szwajcarskie, które mają większościowy pakiet akcji zaakceptują plan ratowania Wagonu zaproponowany przez obecny zarząd. Przypomnijmy, że zakłada on m.in. częściową redukcję zadłużenia oraz przeprowadzenie operacji zamiany pozostałych wierzytelności na akcje. W przypadku wprowadzenia tego planu nastąpią radykalne zmiany w akcjonariacie spółki. W praktyce, wierzyciele zyskaliby większość w Walnym Zebraniu Akcjonariuszy i przejęli kontrolę nad spółką.
Zarząd Fabryki postanowił również powołać specjalną komisję, której zadaniem będzie nadzorowanie owego planu.
W jej skład weszliby między innymi: starosta ostrowski, prezydent Ostrowa, przedstawiciele wierzycieli i banków oraz komisarz nadzorujący postępowanie układowe i przedstawiciel zarządu spółki.

- Chcemy działać przy otwartej kurtynie i zagwarantować społeczny nadzór nad realizacją programu ratunkowego – mówi Zenon Adamus, wiceprezes Wagonu. – Chodzi nam także o skuteczne lobbowanie i pozyskanie jak największej liczby sojuszników w staraniach na rzecz ratowania zakładu. Taka komisja zapewni także maksymalny obiektywizm oceny sytuacji oraz skutków realizacji planu.

Autor artykułu: BIN

Tragiczna śmierć dwulatka

Friday, March 28th, 2003

Dwuletni chłopiec utopił się w zbiorniku na gnojowicę. Do tragedii doszło wczoraj we wsi Ostrówek, powiat wieruszowski.

Ciało chłopca spoczywające na dnie zbiornika odnalazła jego matka. Zrozpaczona kobieta uważa, że wszystko wydarzyło się bardzo szybko.

Z pierwszych ustaleń policji wynika, że oboje bawili się w przydomowej piaskownicy. W pewnym momencie matka weszła do domu po jedzenie. Pozostawiony bez opieki chłopiec zbliżył się do niezabezpieczonego zbiornika.

- Chłopiec najprawdopodobniej wychylił się i wpadł do środka – tłumaczy nadkom. Paweł Gnych, rzecznik wieruszowskich policjantów. Mimo natychmiastowej pomocy chłopca nie udało się uratować.

Dokładne okoliczności śmierci dziecka wyjaśni sekcja zwłok. Policja nie wyklucza, że postawi matce zarzut niedopełnienia obowiązków rodzicielskich.
- Na razie znamy zbyt mało szczegółów tragedii – dodał nadkom. Gnych.

Autor artykułu: ART

Podpalili przedszkole?

Wednesday, March 26th, 2003

Tylko dzięki szybkiej akcji strażaków drewniany budynek kaliskiego Przedszkola im. Przyjaźni nie poszedł z dymem. Przyczyną pożaru było najprawdopodobniej podpalenie.
Do zdarzenia doszło 24 marca w godzinach wieczornych. Na szczęście pożar w porę zauważył jeden z okolicznych mieszkańców. Natychmiast powiadomił straż pożarną. Na miejsce skierowano dwie jednostki i 10 ludzi. Strażacy szybko uporali się z ogniem. Straty wyniosły około 6000 zł. Pod drzwiami znaleziono częściowo nadpalone szmaty, co może świadczyć o podłożeniu ognia. Dochodzenie w tej sprawie wszczęła już kaliska policja.

Miejsce schadzek

Rodzice przedszkolaków nie kryli wczoraj oburzenia.

- Jak można było coś takiego zrobić – mówiła jedna z matek. – Przecież całe przedszkole mogło spłonąć. Moja córeczka aż się rozpłakała, gdy zobaczyła zniszczone przez ogień drzwi. Długo musiałam ją uspokajać.
Teren w rejonie przedszkola już od dawna stanowi „plac zabaw” dla młodzieży. Ogrodzenie nie jest żadną przeszkodą.

- Młodzi ludzie przechodzą przez płot, spędzają w ogródku i w pobliżu budynku wiele godzin – mówi Maria Sobczak, dyrektorka Przedszkola Publicznego nr 25 w Kaliszu. – Żeby czuć się bezpiecznie i bezkarnie, rozbijają lampy oświetleniowe. Po weekendach znajdujemy tu najróżniejsze przedmioty. Puste paczki papierosów, butelki po alkoholu, torebki z resztkami kleju…

Bezradna policja?

Dyrekcja placówki wielokrotnie alarmowała dzielnicowego. Policja nie jest jednak w stanie zapanować nad sytuacją. Czujna młodzież potrafi się bowiem błyskawicznie ewakuować. W przeszłości, niemal regularnie co dwa tygodnie, ktoś włamywał się do przedszkola. Dopiero po zainstalowaniu monitoringu i alarmu, kradzieże ustały.

- Zadziwia nas beztroska rodziców tych młodych ludzi – dodaje Maria Sobczak. – Wielokrotnie rozwieszaliśmy już na klatkach schodowych pobliskich bloków ogłoszenia, że nie wolno przebywać na terenie należącym do przedszkola. Niestety, nie przyniosło to żadnego efektu.

Autor artykułu: JAZ

Zawiedzeni kombatanci

Wednesday, March 26th, 2003

Tadeusz Błażejczyk, były oficer 20 Pułku Artylerii Przeciwpancernej, został nowym prezesem pleszewskiego oddziału Związku Inwalidów Wojennych. Zastąpił Kazimierza Basińskiego, uczestnika walk o Monte Cassino, który kierował pleszewskim oddziałem ZIW przez minione 10 lat. W uznaniu swoich zasług T. Błażejczyk otrzymał tytuł prezesa honorowego. Wiceprezesami zostali Mirosław Noweta i Franciszek Iwanicki, a sekretarzem Ryszard Tatarowicz. Uczestniczący w spotkaniu pleszewskich kombatantów wiceprezes Zarządu Okregowego ZIW w Poznaniu, Tadeusz Degurski zarzucił władzom państwowym, że ograniczają kombatanckie przywileje i uprawnienia. Skrytykował m.in. decyzję rządu Leszka Millera o wszystrzymaniu waloryzacji dodatku kombatanckiego. Przykre dla kombatantów jest także uszczuplenie im ulg na przejazdy PKP i PKS.

Autor artykułu: CON

Laury dla krakowian

Wednesday, March 26th, 2003

Zakończyły się XI Międzynarodowe Prezentacje Współczesnych Form Tanecznych w Kaliszu. Festiwalowa publiczność obejrzała jedenaście choreografii przedstawionych przez wykonawców z Polski, Węgier i Białorusi oraz program przygotowany przez gościa specjalnego tegorocznej imprezy – Carolyn Dorfman Dance Company z USA. O wysokim poziomie jedynego w naszym kraju przeglądu sztuki tanecznej o charakterze konkursowym świadczy werdykt jury, które bodajże po raz pierwszy w historii kaliskiej imprezy zadecydowało o zdublowaniu nagród dla najlepszych wykonawców.

Równorzędne pierwsze nagrody otrzymali: Teatr Otwartej Kreacji z Krakowa za choreografię zatytułowaną „Takie proste” oraz Bata Rita z Węgier za spektakl „Yours”. Decyzją jury pod przewodnictwem Conrada Drzewieckiego – krakowski zespół zaproszony został także do udziału w Festiwalu Tańca Współczesnego w Nowym Jorku. Laureatami drugich nagród zostali natomiast: Lubelski Teatr Tańca z Lublina za spektakl „Akrobaci, kwiaty i księżyc pomiędzy” oraz grupa tańca współczesnego „K. Nikita” z Bytomia za przedstawienie zatytułowane „Nieomal”.
Dodać wypada także, że polskie zespoły nagrodzone podczas tegorocznych prezentacji otrzymały zaproszenie do udziału w koncercie specjalnym X Międzynarodowej Konferencji Tańca Współczesnego i Festiwalu Sztuki Tanecznej, który odbędzie się 30 czerwca w Bytomiu.

Autor artykułu: BOK

Skandal w teatrze

Monday, March 24th, 2003

Konflikt o podłożu artystycznym między reżyserem
a dyrektorem kaliskiej sceny doprowadził do skandalu w teatrze.

Próba generalna w kaliskim teatrze przed premierą „Kawartetu” Ronalda Harwooda, w reżyserii Mariusza Orskiego, zakończyła się wejściem policyjnej grupy interwencyjnej, skuciem kajdankami reżysera i wezwaniem posiłków w postaci ekipy medycznej kaliskiego pogotowia, szykującej się na domiemane przejęcie pacjenta z zaburzeniami psychicznymi.

Brudny Harry wysiada…

To, co późnym wieczorem, 21 marca, działo się w kaliskim przybytku Melpomeny przypominało kadry wyjęte z filmu sensacyjnego, a nie przebieg próby generalnej w przeddzień premiery spektaklu teatralnego. Między godziną 22, a 23 dyrekcja teatru zaalarmowała kaliską policję i pogotowie o awanturze z udziałem reżysera spektaklu, który miał jakoby grozić, że się zabije lub zabije kogoś innego i wymachiwał jakimś ostrym narzędziem. Na miejsce przyjechała grupa policjantów w pełnym bojowym rynsztunku (kamizelki kuloodporne itp.) oraz karetka kaliskiego pogotowia z kaftanem bezpieczeństwa, by ewentualnie unieszkodliwić furiata.

To nie żart

- Kiedy zobaczyłem antyterrorystów sądziłem, że to jakiś żart przebranych aktorów i od razu nie zareagowałem na komendę: „Stój, na podłogę! – mówi reżyser Mariusz Orski. – Szybko jednak przekonałem się, że to nie kawał, tylko rzeczywisty koszmar. Zostałem pchnięty, wykręcono mi do tyłu ręce, skuto kajdankami i przez scenę wyprowadzono do impresariatu, gdzie już czekała na mnie pani doktor z asystą.

Całym tym zdarzeniem zdaje się być mocno zbulwersowana doktor Iwona Waroch z kaliskiego pogotowia, która była przekonana, że jedzie do niebezpiecznego pacjenta z zaburzeniami psychicznymi, mogącego stwarzać zagrożenie dla otoczenia.

– W takich przypadkach zawsze towarzyszy mi nie tylko ratownik medyczny, ale i kierowca, bo różne rzeczy mogą się zdarzyć – mówi lekarka. – Tymczasaem zobaczyłam skutego kajdankami człowieka, którego po minucie rozmowy oceniłam, jako nie stwarzającego zagrożenia. Poprosiłam o rozkucie tego pana i stwierdziłam, że policja w roli ochrony nie jest mi potrzebna.

Doktor Iwona Waroch przeprowadziła dłuższą rozmowę z reżyserem, a nawet doprowadziła do jego konfrontacji z Robertem Czechowskim, dyrektorem teatru, by upewnić się, że nawet tego rodzaju prowokacja oko w oko z adwersarzem, nie wywoła (być może skrywanej) furii. Skoro nic takiego nie zdarzyło się, utwierdziło to lekarkę w przekonaniu, że jej interwencja jest najzupełnej niepotrzebna. Stwierdziła więc, co znalazło swój wyraz w raporcie, iż „pacjent jest spokojny, logiczny, z kontaktem, brak u niego jakichkolwiek objawów choroby psychicznej, brak też objawów nerwicy”. W tej sytuacji uznano również, że wezwanie karetki pogotowia ratunkowego nie było uzasadnione.

Milczenie i strach

Aktorzy wolą milczeć na temat ostatnich wydarzeń w teatrze i trudno im się dziwić, bo chcą tu jeszcze popracować. Nie udało się również porozmawiać z dyrektorem Czechowskim. Z relacji Mariusza Orskiego wynika, że między nim i dyrektorem teatru doszło do konfliktu na tle wizji adaptacji sztuki, sposobu prowadzenia aktorów, użytych rekwizytów. Słowem – chodziło o ostateczny kształt spektaklu, jaki chciał mu nadać reżyser. Natomiast z relacji Magdaleny Cajdler, asystentki dyrektora Czechowskiego wynika, że aktorzy od dawna sugerowali dyrektorowi, iż z reżyserem dzieją się dziwne rzeczy, że zachowuje się w stosunku do nich agresywnie. Na trzeciej, ostatniej próbie generalnej sprawy zaszły za daleko. Wedle M. Cajdler, reżyser na wyrażoną przez dyrektora Czechowskiego krytyczną opinię na temat spektaklu zareagował wybuchem agresji, że nie pozowoli niszczyć swojego dzieła, że się zabije, że z Warszawy już jadą do Kalisza jego samuraje, że zagrożona jest premiera spektaklu. Dlatego uznano, że jest mu potrzebna pomoc.

Orski – wstęp wzbroniony

Reżyser Mariusz Orski bezskutecznie próbował wejść do teatru w dniu premiery reżyserowanej przez siebie sztuki jako zwyczajny widz. Zadbała o to firma ochroniarska wynajęta przez dyrekcję i nie pomogły próby zdecydowanej preswazji podjęte przez osoby trzecie, że każdy z biletem w ręku lub zaproszeniem ma prawo wejść na widownię, bo teatr nie jest niczyją prywatną posesją.
Niedawne wydarzenia w kaliskim teatrze z pewnością będą miały ciąg dalszy, bo Mariusz Orski zapowiada dochodzenie w kwestii naruszenia jego dóbr osobistych i okrycia go niesławą, nie tylko w środowisku teatralnym.

Autor artykułu: Renata CICHARSKA

Ambasada Europy

Saturday, March 22nd, 2003

W Kaliszu otwarto wczoraj pierwszy w Wielkopolsce Ośrodek Edukacji
Europejskiej
i zainaugurowano kampanię przed referendum unijnym pod hasłem “Kalisz mówi
tak”.

Ośrodek jest efektem wspólnego wysiłku organizacyjnego i finansowego
Fundacji Kaliski Inkubator Przedsiębiorczości oraz miasta. Z kasy miejskiej
wygospodarowano na ten cel 265 tysięcy zł, a KIP zaciągnął pożyczkę w
wysokości 112 tys. zł. Lwią część środków – 992 tysiące zł – niezbędnych do
powstania placówki przekazał jednak Wielkopolski Urząd Wojewódzki w ramach
kontraktu dla województwa wielkopolskiego. Efektem tego współdziałania jest
ośrodek z doskonale wyposażoną, klimatyzowaną salą audiowizualną. OEE
wykorzysta dotychczasowe doświadczenia działającego w ramach Fundacji
Regionalnego Centrum Informacji Europejskiej oraz zainicjuje nowe działania,
tak potrzebne w przededniu referendum unijnego.

W najlepszym momencie

Zdaniem ministra Lecha Nikolskiego, pełnomocnika rządu do spraw referendum,
kaliski OEE powstał w najlepszym momencie. – Nie wątpię, że większość
Polaków opowie się w referendum za przystąpieniem naszego kraju do Unii
Europejskiej – powiedział minister. – Może się jednak zdarzyć, że jakiś
eurosceptyk, przeciwny przystąpieniu do Unii, udzieli odpowiedzi przeczącej.
Później przyzna jednak, że postąpił tak, ponieważ nie dotarły do niego
wyczerpujące informacje.

Ważna misja

Kaliski OEE ma więc do spełnienia ważną misję edukacyjną i informacyjną,
polegającą na przekazaniu mieszkańcom wiedzy na temat integracji oraz
przygotowaniu ich do udziału w głosowaniu przedakcesyjnym. W przyszłości
natomiast jego rolą ma być przede wszystkim pomaganie samorządom,
organizacjom gospodarczym i mieszkańcom w jak najlepszym wykorzystaniu
naszego członkostwa w unijnej wspólnocie.

- Rolą takich ośrodków, jak kaliski OEE, jest popularyzowanie wiedzy o tym,
że głos w referendum zadecyduje o przyszłości naszego kraju i jego miejscu
na politycznej i gospodarczej mapie świata – dodał L. Nikolski. Minister
przestrzegał, aby referendum nie wykorzystywać do celów doraźnych, czyli
wyrażenia poparcia lub niechęci dla władz lokalnych oraz rządu.

Kalisz mówi tak

To hasło zainaugurowanej wczoraj kampanii informacyjnej, poprzedzającej
unijne referendum. Jej program przedstawił prezydent Kalisza, Janusz
Pęcherz.

– Naszym celem jest jak najlepsze przygotowanie mieszkańców miasta do
udziału w referendum. Na program złożą się poważne konferencje m.in. na
temat funduszy strukturalnych UE i sposobów ich wykorzystania oraz konkursy,
festyny, happeningi i liczne imprezy sportowo-rekreacyjne. Miejscem wielu
spotkań debat i konferencji będzie kaliski OEE. Mamy szczęście, że w Kaliszu
powstał taki ośrodek. To inwestycja we wspólną europejską przyszłość całego
regionu. Zamierzamy współpracować z Ostrowem Wielkopolskim i innymi miastami
w przygotowaniu projektów finansowanych z funduszy UE i poszukiwaniu
partnerów do ich realizacji.
Uroczystość otwarcia Ośrodka Edukacji Europejskiej zakończono bankietem z
lampką szampana oraz pieczonym dzikiem i innymi specjałami, godnymi stołu
Europejczyka.

Autor artykułu: DK

Marzanny popłynęły do morza

Saturday, March 22nd, 2003

Kilkuset przedszkolaków, uczniów szkół podstawowych i gimnazjów
wzięło wczoraj udział w tradycyjnym powitaniu wiosny.

Impreza już po raz dwunasty odbyła się na stadionie miejskim przy Wale Matejki. Zorganizował ją Ośrodek Sportu, Rehabilitacji i Rekreacji przy współpracy z Miejskim Ośrodkiem Kultury oraz Urzędem Miejskim w Kaliszu.
Uczestnicy zabawy przemaszerowali przez kaliski park. Barwny korowód poprowadziła Młodzieżowa Orkiestra Dęta przy OSP w Pruszkowie.

Na płycie stadionu odbyła się prezentacja szesnastu kukieł przygotowanych przez uczestników zabawy. Profesjonalni plastycy oceniali najlepsze z nich. Na wyróżnionych czekały pamiątkowe dyplomy oraz upominki przygotowane przez organizatorów imprezy.

- Wszystkie Marzanny były bardzo ciekawe – mówi Jarosław Napora, członek jury. – Dzieci wykonały je z różnych materiałów. Pod uwagę braliśmy przede wszystkim pomysłowość oraz kolorystykę. Jedne kukły były wykonane ze słomy, inne z papieru.

Podczas imprezy przypomniano również o tradycji obrzędu topienia Marzanny.

- W różnych regionach Polski obrzęd niszczenia Marzanny wyglądał podobnie – mówi Marek Brymora z Miejskiego Ośrodka Kultury w Kaliszu. – Najpierw orszak niosący kukłę obchodził wszystkie domy we wsi, śpiewając przy tym stosowne pieśni. Następnie kukłę wynoszono poza granice wsi, a orszak szedł w milczeniu. Na miejscu ściągano z Marzanny ubranie, a samą kukłę podpalano i wrzucano do wody. Od kilkudziesięciu lat obrzęd jest zabawą przede wszystkim dzieci i młodzieży, łączoną z początkiem wiosny.

Uczestnicy zabawy

Przedszkole nr 1
Przedszkole nr 2
Przedszkole nr 3
Przedszkole nr 9
Przedszkole nr 13
Przedszkole nr 18
Przedszkole nr 24
Przedszkole nr 25
Przedszkole nr 30
Szkoła dla Dzieci Niesłyszących i Słabosłyszących
Szkoła Podstawowa nr 1
Zespół Szkół nr 11

Autor artykułu: AND

Dlaczego nikt nie chce strażackiego autobusu?

Thursday, March 20th, 2003

Ochotnicza Straż Pożarna w Opatówku zamierzała podarować autobus jelcz miejscowemu Urzędowi Gminy. Samorządowcy nie wyrazili jednak zgody na przejęcie pojazdu. Tłumacząc swą decyzję zbyt wysokimi kosztami utrzymania. Auto najprawdopodobniej zostanie sprzedane.

Pojazd (rocznik 1988) był prezentem dla opatowieckiej straży od Komendy Wojewódzkiej PSP w Poznaniu. Wcześniej stanowił własność Ośrodka Szkoleń PSP w Śremie. Gdy placówka ta została zlikwidowana, ochotnicy z Opatówka wystąpili z wnioskiem do komendanta wojewódzkiego o przekazanie autobusu.

Auto dotarło do opatowieckiej OSP w listopadzie 2002 roku. Tymczasem już w styczniu 2003 r. weszły w życie nowe przepisy transportowe. Obecnie, żeby móc normalnie użytkować autobus, trzeba najpierw zdobyć certyfikat, koncesję na przewozy pasażerskie i zatrudnić kierowcę. Dodatkowo należy jeszcze zamontować w samochodzie nowoczesny tachometr. Są to poważne wydatki, na które nie stać członków OSP.

W tej sytuacji strażacy wystąpili z wnioskiem do Urzędu Gminy o przejęcie samochodu. Okazało się jednak, że samorządowcy nie wyrazili na to zgody. – Decydujące znaczenie miały tu wysokie koszty załatwienia wszelkich formalności oraz wiek auta – mówi wójt Opatówka Jan Wolf. – W tej sytuacji trudno mieć do radnych pretensje. W gminnym budżecie nie mamy wolnych środków.

Wartość autobusu szacowana jest na około 20.000 zł. Za te pieniądze strażacy planują kupić nowy sprzęt.
Na razie pojazd zamiast jeździć, stoi już ponad dwa miesiące na prywatnym parkingu. Ciekawe czy niechcianego jelcza uda się sprzedać?

Jan
Wolf
wójt
Opatówka

Sprawa przejęcia autobusu poddana została pod dyskusję na ostatniej sesji Rady Gminy. Nikt z radnych nie wypowiadał się za przejęciem autobusu przez Urząd Gminy. Ważne jest też to, że na naszym terenie mamy prywatnego przewoźnika, który podczas imprez organizowanych przez UG udostępniał nam już swoje autobusy bezpłatnie.

Krzysztof
Karolewski
prezes OSP w Opatówku

Wnioskując o samochód do KW PSP w Poznaniu, chcieliśmy żeby auto służyło całej gminie. W grę wchodziło między innymi przewożenie członków orkiestr dętych na występy, dzieci na basen i do teatru. Zamierzaliśmy też organizować wycieczki dla naszych strażaków. Nowe przepisy transportowe pokrzyżowały te plany.

Autor artykułu: JAZ